Artykuły

Rzeczpospolita Balonowa

.

Grzegorz Wojciechowski

.

Panuje powszechne przekonanie, iż pierwszym polskim lotnikiem był Imć Twardowski, który bieżał był, na skutek ogólnie znanych okoliczności, aż na Księżyc, zwany wówczas z polska Miesiącem. Znane są również loty pewnych niewiast, które przy pomocy prostych urządzeń domowych, przeznaczonych do zamiatania, odbywały loty na Babią Górę w Beskidach. Niektórzy mówią, że i w naszych czasach jest wiele kobiet, które tego procederu nie zaniechało, sam znam taką jedną… ale nie będę o niej pisał.

.

Pan Twardowski – płótno Ignacego Gierdziejewskiego

.

Niemniej jednak, całkiem prawdopodobne jest, iż pewien polski szlachcic z Podlasia, niejaki Łukasz Piotrowski, jako pierwszy z Polaków, oderwał się od ziemi przy pomocy skonstruowanego przez siebie urządzenia. Było to ponoć w roku 1636 w Krakowie na przedmieściu zwanym Retoryką, wówczas to rzeczony Piotrowski „na teatrum przez dach przeleciał i po odprawionej scenie z powrotem na swoje odleciał miejsce”. Nie wiemy nic więcej o tej sprawie i o urządzeniu przy pomocy, którego nasz rodak odbył ten lot.

Prawdziwe zainteresowanie lotami aerostatów, czyli urządzeń lżejszych od powietrza, nastąpiło na fali francuskiego Oświecenia. To właśnie z Francji przyszła moda na loty balonów.

Rok 1784 zaowocował w Polsce całym szeregiem prób, i to udanych, balonów konstrukcji polskich uczonych. Aerostaty puszczano w Warszawie i Krakowie, ale także we Lwowie, Pińczowie, Kamieńcu Podolskim i Puławach. Były to jednak loty, które dziś nazwalibyśmy „bezzałogowymi”.

Pierwszy publiczny pokaz, wzniesienia się balonu w Polsce, odbył się w dniu 12 lutego w Warszawie. Tego właśnie dnia, warszawski uczony, Stanisław Okraszewski dokonał dwóch prób statku powietrznego własnej konstrukcji. Pierwsza była krótka i trwała zaledwie 3 minuty, znacznie bardziej udana była druga trwająca prawie godzinę. To zdarzenie relacjonowała „Gazeta Warszawska”, która tak  o tym pisała: W przeszły czwartek przed południem w przytomności Nayiaśnieyszego Naszego Pana, czynione były w tuteyszey Stolicy pierwsze doświadczenie Balonu Aerostatycznego przez Jmci Pana Okraszewskiego. Ten Balon, maiący w sobie Diametru [ średnicy – przyp. G. Wojciechowski ] 38 calów, napełniony był Gazem, czyli powietrzem palnym, w przeciągu 3 minut. Wyniosł się na powietrzu tak wysoko, ile mu sznurek ( którym był utrzymywany ) dopuścił; tj do 500 łokci. [ łokieć warszawski liczył wówczas 59,6 cm – przyp. G. W.] Przyciagniony do ziemi y do wysokiey Sali zaniesiony, podniósłsie pod sufit y trwał tamże podniesiony na powietrzu przez całą niemal godzinę.”

Zaledwie tydzień później swój balon wypuścili uczeni krakowscy Jan Jaśkiewicz, Jan Śniadecki i Jan Szaster.

Wiemy też, że 3 marca w Warszawie panowie Gidelski, Bach i Korn również 'puścili balon  o południu z tuteyszego Krakowskiego Przedmieścia puszczony został aż do puszczy Kolombrodzkiey, w Dobrach Nayiasnieyszego Naszego Pana, o milę iedną za Witorowem, a o trzy mile od Białłey, do której liczą z Warszawy mil 22. We trzy dni po tym , to iest dnia 6 tego Miesiąca, prości wieśniacy postrzegszy go na drzewie, za rzecz iakąś dziwną zdala sądzili, przystapiwszy zaś blisko, cale nim wzgardzili. Wszakże za rozkazem Strażnika, zdięty iest z drzewa, y po przeczytaniu przypiętey do tego Ballonu z opisaniem karty, zawieziono go do Białłey, nim do Warszawy będzie odesłany.”

3 marca do balonowego eksperymentu doszło we Lwowie, konstruktorami urządzenia byli Antoni Hermann i Ignacy Martinovics, lot trwał zaledwie 1 minute, a balon wzniósł się na wysokość 100 m.

6 marca ponownie Stanisław Okraszewski, przy huku działa, puszczał „ kulę aerostatyczną”; dwukrotnie na uwięzi, a trzeci raz bez niej. Przez lunety widziana była jeszcze przez 22 minuty, spadła o 3 mile od Warszawy pod Słupnem. Król przypatrywał się jej z okien zamkowych, Okraszewskiego zaś odznaczył złotym medalem.

W dniu 1 kwietnia ponownie eksperymentu dokonują uczeni z Krakowa. Tym razem o ich eksperymencie wiemy jednak bardzo dużo. Gdyż nie tylko donosiła o tym „Gazeta Warszawska”( wówczas jedyny dziennik w Polsce ), ale wydano też broszurkę z opisem przebiegu tego doświadczenia.

Po danym odgłosie z moździerzy, cały dziedziniec Ogrodu Botanicznego gdzie balon był napełniany, y pola przyległe były okryte Spektatorem [ publicznością – przyp. G. W.] bardzo licznym. O godzinie dziesiątej z rana Balon w ośmiu minutach napełniony sposobem P. Montgolfier, z wielką wyniósł się wspaniałością na na 2247 prętów Francuskich ( toifes ) [ pręt jako jednostka miary liczył zwykle od 3,76 do 4,75 metra, np. pręt polski to 4,22 m – przyp. G. W. ] w śrzód okrzyków Spektatora. Ze wszystkich Ulic miasta przy wielkiey ogromności wydawał się tylko tak wielki jak koperta. Po doświadczeniach Paryzkich i Liońskich, nigdzie ieszcze takiey wielkości Balon nie był puszczany; nie można sobie nawet życzyć pomyślnieyszego w tym doświadczeniu powodzenia.

W Kamieńcu Podolskim, zaś o mało co, doszłoby do odbycia pierwszego lotu załogowego. Pan de Vitte profesor i rektor miejscowej szkoły skonstruował balon sklejony z papieru, przymocowana była do niego galeria, czyli kosz dla załogi; chciał polecieć nim miejscowy profesor fizyki Kasprowicz i podchorąży Jakubowski, lecz zamiaru tego zaniechali, gdyż balon miał zbyt dużo dziur i lot mógłby być bardzo niebezpieczny, sam aerostat wzniósł się na wysokość 400 łokci i rozpadł się, a następnie spłonął.

Puszczano jeszcze balony w Pińczowie i Puławach, gdzie ponoć pasażerem aerostatu był miejscowy kot. O losach tego dzielnego, i zapewne mocno zestresowanego, zwierzęcia nic nie wiemy.

W roku 1786 puszczono w Czeczelniku, dobrach księcia Lubomirskiego, szefa regimentu, balon papierowy o średnicy 88 stóp, i długi 38 stóp. Robił go dr Żelechowski akademik krakowski. Balon podniósł się wysoko i pękł[1]

Jeszcze przed rokiem 1789 powstało w Puławach „Towarzystwo Balonowe”, nie stawiało sobie ono za zadaniem prowadzenie badań naukowych, lecz celem ich było organizowanie zabaw dla dzieci. Członkami tego ciała byli: p. L’Huilier – jako prezes, protektorką została księżna Wirtemberska – Izabella z Flemingów Czartoryska; członkami – panna Przybędowska, , siostry Narbuttówny, Stanisław Ciesielski, książę Sapiecha i Dyonizy Kniaźnin a także wiele innych osób.

Na pierwszy lot z załogą trzeba czekać było do roku 1789, kiedy to do Warszawy przybył słynny żeglarz napowietrzny p. Jean – Pierre Blanchard.

.

10 maja w południe o godzinie 13.15 wyruszył on w pierwsza podróż powietrzną z polskiej ziemi. Wydarzeniu temu towarzyszył ogromny tłum gapiów pragnących oglądać to widowisko.

Zachowało się sprawozdanie z tego ważnego wydarzenia, warto więc przytoczyć je, aby oddać autentyczną atmosferę tamtej niezwykłej chwili.

(…) Po ogłoszeniu rano biciem z harmat nastąpić maiącego tego Widowiska, po tym po kwadransie po pierwszey z południa, w ogrodzie tuteyszym na Nowym Świecie, który Foxhalem zowią, pożegnawszy przytomnego tamże w przygotowaney Loży Nayiaśnieyszego Naszego Pana, oraz liczne Państwo, y wszystkich Spektatorów, wsiadł do swey Łodki, w Kompanii z tąż samą Francuską Damą, która z nim podobne po powietrzu Zeglowanie dawniey iuż w Metz odprawowała, y teraz się w Warszawie znaydowała. Podnieślisię w górę przy wielkich Aplauzach, naprzód zwolna ( bo iak naypogodnieyszy i nayspoykonieyszy od wiatrów był czas )a potem coraz wyżey, y wzbili się w górę od Ziemi ( iak z obserwatorium Królewskiego postrzegano y kalkulowano ) aż do Łokci 3,975. Lecieli przez całą Warszawę, y przeleciawszy przez Wisłę, w lesie Białołęckim, więcey niż o milę od mieysca puszczania się na powietrze, w przeciągu minut 49 na Ziemię spuścili się. Ztamtąd powróciwszy, na tuteysze Teatrum z wielkim Aplauzem udali się. Była tam przygotowana dla nich Loża, na którey stało wyobrażenie prawdziwego niby Balonu Powietrznego, które za ich przybyciem, w górę sznurami zemknięte zostało, y ztamtąd sypać się zaczęły na Spektatorów Wiersze drukowane Francuskie, na pochwałę tychże Zeglarzów Powietrznych napisane.

Nareszcie więc nasi rodacy byli świadkami lotu balonu z ludźmi, wciąż jednak nie wzbił się w górę żaden Polak ( nie licząc polskiego kota z Puław ). Dla uczczenia tego niezwykłego momentu król Stanisław August Poniatowski kazał bić specjalny medal, a poeta Trębecki na cześć balonu i jego załogi popełnił wiersz. Nie było to jednak pierwsze dzieło literackie poświęcone aerostatom w Polsce, na uwagę zasługuje tutaj poemat będący dziełem Franciszka Dyonizego Kniaźnina, który już w roku 1787 wydał w Warszawie, w drugim tomie swoich poezji, dwa utwory poświęcone balonom, w tym jeden napisany w dziesięciu księgach.

Równo rok, po tym wydarzeniu, miał wreszcie nastąpić lot załogowy polskiego aerostatu.

Jan Potocki, znany jest nam głównie jako autor „Pamiętnika znalezionego w Saragossie”, bardziej obeznani z jego życiorysem wiedzą, że był on niezwykle aktywnym podróżnikiem. Odbył wiele peregrynacji po krajach orientu, był między innymi w Turcji, Egipcie, Maroku, Mongolii i na Kaukazie. Jego ambicje w tej dziedzinie były, jednak jak się okazało, znacznie większe, marzył bowiem o odbyciu napowietrznej przygody. Udzielał się również na polu nauki, posiadał własną drukarnię. Te wszystkie dokonania bynajmniej nie były powodem, dla którego nie miano by go uważać, jak pisze współczesny mu Tomkowicz, za „znanego dziwaka”.

Kiedy w roku 1788 powrócił do Polski, ze swych zagranicznych wojaży, szokował mieszkańców Warszawy przywdziewając „strój polski” czyli zapewne tu chodziło o  szlachecki kontusz. Z pobytu w Turcji przywiózł do Polski również służącego – Turka o imieniu Ibrahim, ów zwykł chadzać po Warszawie w stroju tureckim, nosząc za pasem wschodni kindżał. Wzbudzał niemałą sensację, tym bardziej, że był słusznego wzrostu i tuszy, ważył raptem 230 funtów.

Potocki był świadkiem pierwszego lotu Blancharda w maju 1789 roku i fakt ten był dla niego istotną inspiracją do działań. To zapewne z jego inicjatywy „ napowietrzny Francuz” pozostał jeszcze przez pewien czas w Warszawie, by pomóc mu w budowie balonu. Jak dowiadujemy się z dzieła Antoniego Magiera o Warszawie z przełomu XVIII i XIX wieku Jan Potocki mocno zaangażował się nie tylko emocjonalnie, ale i finansowo w to przedsięwzięcie.

A. Magier pisze o tych przygotowaniach:

(…) umyślił wystawić znacznym kosztem balon kitajkowy,urządzony sposobem Mongolfiera, z ogromnym w środku budowli piecem blaszanym. Był to śliczny i obszerny aparat fizyczny, opatrzony po bokach dwoma gabinetami do czynienia doświadczeń w czasie takowej podróż. Potocki sprowadził z fabryk zagranicznych, jak utrzymywano z przesadą, 13 000 łokci kitajki różnego koloru gładkiego i mieniącego, wyjąwszy biały i czarny. Osiemnastu czeladników krawieckich wziętych z gospód użyto przez kilka miesięcy do szycia tak obszernego balonu, że zaledwie mieścił się w trzech salach na roścież otwartych w pałacu tegoż pana nr 744 przy ulicy Rymarskiej.”

Po wielu przygotowaniach aerostat był wreszcie ukończony i do Warszawy przybył Jean – Pierre Blanchard, który miał być kapitanem tego napowietrznego okrętu. Na owym statku umieszczony był napis, taki jak na innych balonach Blancharda „Sic itur ad Astra.” ( Więc idziemy do gwiazd ).

To ważne wydarzenie odbyło się przypuszczalnie w warunkach bardzo kameralnych, dlatego nie ma zbyt wielu informacji o samym przebiegu tego pierwszego polskiego lotu. Ponadto istniejące informacje źródłowe są sprzeczne ze sobą. Powszechnie przyjmuje się, że start balonu nastąpił w dniu 14 maja 1790 roku z terenu pałacu Szczęsnego Potockiego przy ulicy Senatorskiej, chociaż wymieniane są też inne miejsca. Te różnice wynikają chociażby z tego powodu, że o ile lot Blancharda z roku 1789 był widowiskiem, w którym uczestniczyła prawie cała Warszawa, o tyle lot z 14 maja 1790 roku odbywał się ponoć bez udziału publiczności, był niejako imprezą prywatną Jana Potockiego. Jedyny ówczesny polski dziennik – „Gazeta Warszawska” nie zamieściła z jej przebiegu relacji, ani informacji o jej odbyciu. Można przypuszczać, że uczyniła to z niechęci do Potockiego, który był znany z poglądów reformatorskich, podczas gdy redaktor naczelny Łuskina ( niekiedy pisano Uskina ) należał do grona jej zdecydowanych przeciwników, w historii prasy polskiej zajmuje on niezbyt chlubne miejsce, jako ten który pierwszy dokonywał manipulacji przy pomocy informacji. Tak mogło być i tym razem, ale czy tak było?

Niektóre źródła twierdzą, że wzlot balonu odbył się w obecności króla i tłumu warszawian, a lot udany odbył się 14 maja, zaś 18 maja z powodu burzy nie odbył się.

.

Jean Pierre Blanchard

.

Wiemy, że załogę stanowili p. Blanchard, Jan hr. Potocki i jego służący Ibrahim oraz biały pudel. Przy czym źródła z XIX wieku nie są jednoznaczne jakiej narodowości był biały pudel. Jedne podają, iż był to pies Blancharda inne, iż należał do Potockiego.

Zaraz po starcie na pokładzie doszło do dramatycznego zdarzenia, Ibrahim przestraszył się rozgrzanego pieca, który służył do wypełniania powłoki balonu rozgrzanym powietrzem i chciał wyskoczyć. Jan Potocki zagroził mu pistoletem, ale piec ponoć został wyrzucony. Pozbawiony źródła rozgrzanego powietrza balon nie mógł wzbić się w przestworza, dlatego próba ta musiała być nieudana. Ponoć Turek tak mocno przejęty strachem stał się ofiarą sensacji gastrycznych i to w bardzo poważnej formie, w wyniku czego spodnie miał ponoć mocno zabrudzone. Wątpliwy jest tutaj również fakt zabrania w podróż, przez Potockiego, pistoletu – niby w jakim celu miałby lecieć w przestworza uzbrojony?

Drugi lot odbył się 18 maja, tym razem bez udziału Turka a jedynie z udziałem Blancharda i Potockiego, trwał około 30 minut, balon wzniósł się na wysokość 2500 metrów i wylądował w odległości około 1 kilometra od miejsca startu. Po udanym locie Potocki udał się na obrady Sejmu Wielkiego.

.

Jan hr. Potocki

.

Rekonstrukcja tego zdarzenia jest dużo bardziej skomplikowana, niż do tej pory się wydawało i niewątpliwie trzeba szukać nowych źródeł w celu poznania tamtych wydarzeń.. Nie jest np. wiadome, co się stało z tak kosztownym balonem?

Loty Blancharda w Warszawie były inspiracją dla Stanisława Trębeckiego ( nazwisko pisane zamiennie – Trembecki ) do wyrażania swoich doznań w związku z aerostatami, pisze on:

Korzystaj z Franków latania daru,

Im te przystało wynaleźć dziwy

Mającym z siebie najmniej ciężaru

Wiesz-li początek ich osobliwy”

Ostatni polski król Stanisław August Poniatowski niezwykle żywo interesował się lotami balonów. Obserwował wiele prób dokonywanych w Polsce, chciał bowiem uchodzić za orędownika nauk. Szerokie pole, do dokonywania różnych doświadczeń naukowych, otworzyło się w czasie pobytu Poniatowskiego w Grodnie, gdzie król zjechał na początku roku 1795 i przebywał przez dwa lata. Zdetronizowany monarcha czuł się mocno upokorzony, dla rozweselenia go otoczenie podejmowało dyskusje na tematy naukowe. Stało się i tak, że przedmiotem zainteresowania tych debat były balony. Inicjatorem balonowych dyskusji był Stanisław Trębecki,  który oprócz talentów literackich miał ambicje naukowe. W jednym z listów pisze na ten temat: Gdy była wczora o tem konwersacya, zamyśliłem się i mniemam, że wynalazł-bym danie dla balonów dyrekcyi; suplikuje więc o polecenie Dominikanom, aby zrobili balonik mały, jak piłkę, na którym-by w pokoju można doświadczenia uczynić. W końcu pisze, aby król chciał wziąć opiekę nad tym projektem, do listu załączony jest rysunek, na którym widnieje balon a do niego przytwierdzona jest żelazna blacha. Poeta miał siedzieć w koszu i dysponując magnesem kierować ruchem balonu. Pomysł był niezwykle oryginalny, ale również całkowicie niedorzeczny, to też Dominikanie starali się go wybić królowi z głowy. Trembecki chciał , aby jego projekt wysłano do Akademii Petersburskiej dla jego oceny. Jakiż silny być musiał dar przekonywania niedoszłego wynalazcy, skoro Stanisław August Poniatowski polecił przesłać go do Berlina. Tu, na posiedzeniu w dniu 9 marca 1795 roku, sprawa została zreferowana przez Jana Alberta Eulera, który wykazał nicość całego pomysłu. Odpowiedź grona uczonych zredagowana bardzo uprzejmie po francusku zatruła Trembeckiemu żywot, starał się jednak nadrabiać miną. Do sprawy tego wynalazku nie wrócono już jednak nigdy.


Inne z sekcji 

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: Marlena wracaj do domu!

. Grzegorz Wojciechowski . Dopiero w maju 2002 roku władze miejskie Berlina zdecydowały się, aby wielkiej córce swojego miasta Marlenie Dietrich nadać  honorowe obywatelstwo niemieckiej stolicy. Z rąk burmistrza miasta Klausa Wowereita, akt nadania odebrał wnuk aktorki John Michael Riva. Relacje słynnej aktorki i piosenkarki z Berlinem i z berlińczykami okazały się trudne i bolesne […]

Fraszki Jana Zacharskiego: Obserwacje

. Jan Zacharski . Znak Jest prezydenta znakiem, Że się dogadał z Kosiniakiem, Niestety z tego co słyszę, Nie dogadał się z Kamyszem. . Pogląd Kancelaria prezydenta O swych uprawnieniach pamięta, Bo skłania się do poglądu, Że jest ważniejsza od rządy. . Władca Wydaje się jego doradcą, Że jest Nawrocki panem i władcą, Tymczasem dzisiaj […]