
.
Radosław S. Czarnecki
.
Na pohybel demokracji neoliberalnej.
prof. Wiesław SZTUMSKI
.
„New Word Order”, (NWO) czyli nowy porządek świata tworzącego się na naszych oczach związany jest nie z jakimiś wrażymi silami czy kolejną, jakich w historii ludzkości było co nie miara, spiskową teorią dziejów. Jest realnością wynikłą przede wszystkim ze ślepoty, zadufania, pychy i braku krytycznej refleksji nad ewentualną przyszłością świata elit rządzących. I zachodzi ów proces bez względu na to czy ludziom Zachodu to się podoba czy nie. Zbiegło się na to kilka przyczyn jakie zaszły po upadku Muru Berlińskiego. Wbrew temu co wówczas zadekretował Francis Fukuyama (a potem się z tego wycofał, gdyż jego teza okazała się jedną z najgłupszych teorii choć niezwykle popularną i nośną jakie ogłoszono publicznie w ciągu ostatnich kilku dekad) o końcu historii, zmiany i przyśpieszony ich bieg dopiero się wtedy zaczęły. Oprócz demokratyzacji i liberalizacji przestrzeni publicznej oraz kultury, nastąpił toksyczny, absolutny kult rynku i jego wszystkich atrybutów. Zwyciężył tzw. neoliberalizm czyli hybryda i parodia liberalizmu, niezwykle nośnej i postępowej doktryny. Wszystko podlega w nim prawom rynku zamykających się w relacji kupno-sprzedaż. „Człowiek stał się homo-oeconomicusem posiadającym jeden cel: z bezlitosną precyzją kierującym się niezawodnym, neoliberalnym rozsądkiem dążyć do osiągnięcia jak największych prywatnych korzyści” (hr. Marion Dӧnhoff, w latach 80.i 90. XX w. Red.Naczelny >DIE ZEIT<). Demokracja oraz jej rudymentarne normy także tym kanonom została podporządkowana.
Zdaniem filozofa prof. Adama Karpińskiego Fukuyama mówiąc o końcu historii „…wyraził tylko stanowisko zajmowane przez darwinistów społecznych, które uznaje iż treści demokracji wypracowane przez społeczeństwa zachodnie głównie amerykańskie, są już ostateczne. Rozpoznano treści demokracji i wystarczająco je urzeczywistniono. Teraz nastać miał czas wdrażania demokracji przez inne narody i społeczeństwa”. Tym samym autorytarnie uznano, iż wartości stworzone przez kulturę Zachodu są absolutne, wyłączne, jedyne i uniwersalne. Te wartości i ich interpretacja w przekazie medialnym cały czas wybrzmiewają jako najsubtelniejszy i najznakomitszy wytwór człowieka, a de facto służą dominacji tych którym się udało, tych którzy są na szczycie drabiny społecznej, tych którzy rządzą kształtując gusta i świadomość globalnej przestrzeni poprzez zblatowane z kapitałem media. Takiemu myśleniu obca jest pokora, tolerancja, wolność i równość, czyli idee, które kulturę zachodnią (ponoć ?) wytworzyły. Nastała i trwa cały czas era ubóstwienia własnego głosu i własnych przekonań.
Jedną z zasadniczych przyczyn narodzin NWO jest to, iż „……ład zaprowadzony przez Zachód pod przewodem Wuja Sama odchodzi w przeszłość. To zbiorowe imperium Triady: USA, UE, Japonia które wykorzystało międzynarodowe agencje (WTO, BŚ, MFW) żeby korporacjom Zachodu powodziło się lepiej” (prof. Tadeusz Klementewicz). Ów ład zapewniał różnym właścicielom, udziałowcom, rentierom, zblatowanym z kapitałem politykom etc. czerpanie kolosalnych dochodów z taniej pracy, z bogactw naturalnych, z rynków zbytu dla produktów sektora finansowego, dla swojego agro- i farmaceutycznego biznesu, dla big-techów itd. I by mogli zapełnić szmateksy i świątynie konsumpcji w najnowsze propozycje frontu reklamowego i w ten sposób trzymać XXI-wiecznych niewolników w przekonaniu o absolutnej szczęśliwości i nieodwracalności ich sytuacji. To odchodzi w niebyt a wraz z nim to co do tej pory z tym porządkiem utożsamiało się. Ostatnim szańcem tego zwycięskiego po 1989 r. a dziś więdnącego Imperium Zachodu pozostało jeszcze globalne znaczenie dolara jako waluty światowej. Jednak ten atut leżący wyłącznie w rękach Waszyngtonu też się mocno chwieje.
Polityka hegemonii i neokolonialnej dominacji w XXI w. wg trans-korporacyjnej wersji po 1989 musiała w końcu wzbudzić powszechną frustrację i gniew. A w efekcie poczucie upokorzenia i wstydu u tych których ów świat blichtru i pozornego dobrobytu spychał w niebyt, na margines, stawiał do kąta. Coraz mniejszej liczbie ludzi odpowiada rola jaką prognozował przed 4 dekadami Neil Postman w >ZABAWIĆ SIĘ NA ŚMIERĆ<. W tej wizji i propozycji dla myślących i marzących o życiu twórczym osobników, z poczuciem szczęśliwości oraz spełnienia z racji doczesnych efektów swej pracy a nie prymitywnej i ogłupiającej konsumpcji, nie ma miejsca. A wstyd wykluczenia i bycia gorszym w świecie powszechnej szczęśliwości i infantylnej zabawy a’la Postman jest stygmatem który boli bo oznacza nieudacznictwo, nieumiejętność brania spraw w swoje ręce gdy wokoło tyle możliwości i bogactwa.
Rządzące elity chwytając ochoczo tezę o końcu historii stawały się ostatecznym i jedynym beneficjentem tego stanu rzeczy. Teraz miały zapanować na zawsze wyłącznie wartości i zasady które one niosły w publicznym, medialnym przekazie. Dotyczy to przede wszystkim systemu społeczno-politycznego wypracowanego przez Zachód w trakcie minionej i zakończonej już zdaniem Fukuyamy, historii.
Podmuch konserwatyzmu, populizmu prawicowego idący przez świat, a co za tym idzie zwycięstw określonych polityków i ugrupowań na całym świecie są efektem, a nie źródłem uwiądu demokracji, liberalizmu i oświeceniowych wartości. I nie chodzi jedynie o Trumpa, Orbana, Babiša, Meloni. Nie chodzi o popularność takich ugrupowań jak Front Narodowy we Francji, AfD w Niemczech, VOX w Hiszpanii, PiS i Konfederacja w Polsce czy Sojusz Flamandzki w Belgii. Zwycięstwa twardej prawicy w Argentynie, niedawno w Boliwii, a ostatnio w Chile też o tym najlepiej świadczą. Agenda neoliberalna, aby dyskusja publiczna i polityka dotyczyła wyłącznie tzw. spraw światopoglądowych określonych przez rządzące ultra-liberalne środowiska, kiedy wiele zbiorowości, społeczeństw, kultur czy całych cywilizacji nie jest gotowa na tak nagłą zmianę paradygmatów obcych ich tradycji, wraz z procesami na które zwracają uwagę zacytowani w tym materiale Dӧnhoff, Karpiński czy Klementewicz musi nieść taki rozwój sytuacji. I takie miejsce przyznano koncesjonowanej lewicy, a ona je przyjęła, co w efekcie prowadzi do jej marginalizacji (dotyczy to również projektu socjaldemokratycznego jako jednej z wersji lewicowości).
Nadchodzący rok nie zapowiada się w tej perspektywie lepiej od mijającego. Marginalizacja Zachodu (zwłaszcza Europy) opuszczanego przez dotychczasowego hegemona – Waszyngton, w nowym rodzącym się porządku świata musi postępować. Zresztą staje się to na jej własne życzenie, z tytułu upartego trzymania się rudymentu klasycznie kojarzonego z neoliberalizmem (taczerowskie TINA czyli There Is No Alternative) – nie ma alternatywy, przeniesionego na całość kultury i na sposób myślenia o świecie, o ludzkości itd.
Znakomity historyk brytyjski, Eric Hobsbawm w jednym ze swych klasycznych dzieł – >WIEK IMPERIUM: 1875-1914< – przedstawił lata przełomu XIX i XX wieku jako szczytowe osiągnięcie tego co nazywa się imperializmem. Imperia uporządkowały i podporządkowały sobie wówczas glob. I dopiero sprzeczności oraz zderzenie interesów spowodowały wybuch I, a potem II wojny światowej. Tendencje jakie obserwuje się we współczesnym świecie zmierzają wyraźnie ku takiemu rozdaniu kart na światowym Theatrum orbis terrarium. I nasze niezadowolenie, krytyka, oburzenie nic w tej materii zmienić nie mogą. Bo jak w popularnym przysłowie – psy szczekają, karawana idzie dalej.
.

