Artykuły

Wspomnienia Pałacykowiczów: List z antypodów

.

Grzegorz „Adelajda” Koterski

.

Niedawno pożegnaliśmy naszego kolegę red. Czarka Żyromskiego, był on prawdziwym żywym archiwum wrocławskiej prasy. Z wielkim pietyzmem gromadził wiele wartościowych materiałów o dziejach wrocławskiej kultury, a także o Kresach Wschodnich z których pochodził.

Dzięki uprzejmości prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej Oddziału Dolny Śląsk red. Ryszarda Mulka, prezentujemy zebrane przez Czarka wspomnienia działaczy studenckich związanych przez wiele lat z magicznym miejscem jakim był klub studencki „Pałacyk”, mieszczący się we Wrocławiu przy ulicy Kościuszki w dawnym pałacu Schaffgotschów.

Cezary Żyromski

Bardzo żałuję, że nie mogę uczestniczyć osobiście w kolejnym spotkaniu byłych pałacykowiczów. Jestem z Wami całym sercem, ale dzieli mnie od Was ponad dwadzieścia tysięcy kilometrów i prawie dwadzieścia pięć godzin lotu z dalekiej Australii, gdzie od paru lat mieszkam. Ale o Australii za chwilę. Byłem, jak wiesz, w Polsce w lipcu/sierpniu 2003 roku i następnym razem wybiorę się chyba dopiero za dwa, trzy lata.

Zamiast podróży przeglądam więc po raz „enty” specjalne wydanie KONFRONTACJI z maja 2003 roku. Hej, łza się w oku kręci! Odżywają wspomnienia, wyłaniają się z mroków zawodnej już czasem pamięci współtwórcy i uczestnicy tego niepowtarzalnego fenomenu kulturowego, jakim był Pałacyk. Z licznych fotografii spoglądają na mnie poważni panowie i czasem trudno uwierzyć, że to te same oszołomy, które „rządziły” kiedyś w Pałacyku. No cóż, trzeba spojrzeć w lustro i pogodzić się z tym, że ząb czasu ponadgryzał trochę nasze fizyczne powłoki, ale duch – zaprawiony w starych, dobrych, pałacykowych czasach – nie poddaje się. „Zaprawiony” to brzmi bardzo wieloznacznie, ale też różnie z tym duchem bywało. Jak to było pięknie powiedziane w tytule jednej ze sztuk teatralnych: „Drzewa umierają stojąc”. Wielu z nas odeszło do „Krainy wiecznych łowów”, jak powiadali starożytni Indianie, ale ci, co pozostali, robią swoje i robią to bardzo dobrze. Sukcesy moich kolegów po fachu, dziś światowej sławy, Janka Sawki i Geta Stankiewicza (podobnie jak oni zaczynałem od studiowania architektury) mogą przyprawić o zawrót głowy. Trudno się czasem powstrzymać od niechlubnego uczucia zawodowej zazdrości, ale trudno, nie każdemu Bozia dała po równo i bardzo dobrze. Zawsze cieszy, że to jedni z nas.

W Pałacyku bywałem „gościnnie” jeszcze jako student architektury, ale do ściślejszej współpracy wciągnął mnie, nieżyjący już niestety, Stasiu Kors, kiedy studiowaliśmy razem we wrocławskiej ASP. Przepraszam, w tamtych czasach była to PWSSP. Chyba tylko najstarsi pałacykowicze pamiętają, że nasze KONFRONTACJE ukazywały się kiedyś w miarę regularnie, parę razy w roku, a przez pewien czas ostatnią stronę tego poczytnego (przepraszam za wyrażenie) organu stanowił specjalny dodatek pt. „Mały paszkwilant niedzielny”. Działo się to pod koniec lat sześćdziesiątych, a redaktorem naczelnym i odpowiedzialnym KONFRONTACJI był nieodżałowanej pamięci Janusz Zaporowski. W redakcji był wtedy chyba Piotr Załuski, Jurek Olek, Grzegorz Flejter, oczywiście Ty, Cezarze – nasza wtyczka w RSW „Prasa”, i wielu innych, których nazwisk niestety nie pamiętam.

Tworzyliśmy tę ostatnią stronę razem ze Staszkiem Korsem. Robiliśmy sobie jaja ze wszystkiego, co się dało, starając się przechytrzyć cenzurę, co nie było takie łatwe. Pamiętasz zapewne, jak po wydarzeniach marcowych 1968 roku na uczelniach pojawili się tak zwani docenci mianowani. Machnęliśmy ze Staszkiem opowiadanko, którego bohaterem był pan docent Włodzimierz Marsowy. Uradziliśmy, że w czasie przygotowywania ołowianego składu drukarskiego uderzysz czymś twardym w czcionkę „s”, tak aby zasugerować, że jest to niedodrukowane „c” (składu komputerowego jeszcze wtedy nie znano). Ale dyżurny cenzor był czujny. Po przeczytaniu tekstu powiedział: puszczę to, ale żadnych numerów z nazwiskiem!

Stałą rubryka „Paszkwilanta” były złote myśli, które nazywaliśmy chyba „Myśli pozłacane”. Podkpiwaliśmy tam sobie z twórczości Henia Jagodzińskiego, barwnej postaci wrocławskiego życia kulturalnego i klubowego, chociaż dokładniej byłoby wymienić to w odwrotnej kolejności. Nie zachowały się niestety u mnie egzemplarze z tych lat, ale pamiętam jeszcze dwie takie „pozłacane myśli”:

Człowiek – to brzmi dumnie, w trzcinie.

Zapalniczka nigdy nie zastąpi zapałek. Nie można nią dłubać w zębach.

Janek Sawka ilustrował nasze teksty hecnymi rysunkami, a na łamach „Paszkwilanta” produkowali się czasem gościnnie różni, znani obecnie twórcy. Mój młodszy brat Marek, twórca kultowego już chyba filmu „Dzień świra”, zamieścił u nas kiedyś znakomitą parodię poezji „awangardowej”.

Niejako kontynuacją takiego satyrycznego dodatku do poważnego wydawnictwa był „Mały dezinformator kulturalny”, kilka ostatnich stron wydawanego przez wrocławski OKiS „Informatora kulturalnego”. Pisaliśmy to wspólnie ze Staszkiem Szelcem (oczywiście pałacykowicz), a graficznie udzielali się (oprócz mojej skromnej osoby) Sawka, Getas, Janek Aleksiun, Nicole Naskov i inni. Działo się to w latach siedemdziesiątych, a redaktorem „Informatora” była „wrocławska Margaret Thatcher” – Krystyna Szerenkowska-Kutz, a później Danusia Dziedzic.

Ale zaczęło się w Pałacyku!

* * *

Piszę ten list, jako się rzekło, z Australii, w lutym, i mamy tu właśnie środek lata, +36 stopni w cieniu, co nie jest tu niczym szczególnym, bo w lecie potrafi być ponad +40. Australia gdzie leży, każdy mniej więcej wie, ale co drugi Polak uważa, że jej stolicą jest Sydney. Spieszę więc donieść, że Sydney to największe australijskie miasto (prawie pięć milionów mieszkańców), ale stolicą jest Canberra (około 350 tysięcy), miasto zbudowane całkowicie od podstaw nad sztucznym jeziorem. Australia, która liczy około dwudziestu milionów mieszkańców, składa się z siedmiu stanów. Mieszkam w Adelajdzie (Adelaide), która jest stolicą Południowej Australii (SA). Stan ten zajmuje obszar trzy razy większy od Polski, a mieszka tu niecałe półtora miliona ludzi, z czego 982 tysiące w stolicy.

Adelajda pod względem liczby mieszkańców porównywalna jest do Wrocławia, ale zajmuje trzy razy większą powierzchnię, ponieważ prawie cała zabudowa, z wyjątkiem wysokiego city, jest parterowa. Miasto jest pięknie położone nad Wielką Zatoką Australijską Oceanu Indyjskiego i otoczone górkami wielkości naszej poczciwej Ślęży.

W Australii wszystko jest trochę inne. Jest oczywiście, na wzór angielski, lewostronny ruch uliczny. Słońce wschodzi tak jak we Wrocławiu na wschodzie, ale w ciągu dnia przesuwa się ku zachodowi od strony prawej nieboskłonu do lewej(!) i w samo południe wskazuje kierunek… północny. Poza tym jest tutaj bardzo pięknie i – poza Wrocławiem – jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie mogę mieszkać. Działam tutaj twórczo, wystawiam, jestem członkiem elitarnego The Royal South Australian Society of Arts (rok założenia 1856!) i w ogóle udzielam się. O sobie nie wypada mi za dużo pisać, więc załączam trochę materiałów i zdjęć. Wykorzystaj z tego, Cezarze, co uznasz za stosowne w ramach upowszechniania działalności wrocławian na świecie. [Wykorzystaliśmy! 12 III 2004 r. w „Słowie Polskim • Gazecie Wrocławskiej” ukazał się – na eksponowanym miejscu, str. 3, w rubryce „Zbliżenia” – tekst pt. „Artysta w Australii”].

Poza mną mieszka w Adelajdzie jeszcze jeden były pałacykowicz, mój przyjaciel, Staszek Seroczyński „Dziadek”, muzyk działający w latach sześćdziesiątych w Kabarecie Ojców. Ostatnio spotkałem w Sydney innego pałacykowicza, Bogusia Kocę. Ma się dobrze, prowadzi własny teatr w centrum miasta, pisze sztuki teatralne (po angielsku!) i wystawia.

Wrocławianie są wszędzie!

Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy mnie jeszcze pamiętają, a Tobie, Cezarze, życzę Szerokiej Szpalty.

Grzegorz „Adelajda” Koterski
* Adresatem listu jest Cezary Żyromski, działacz Pałacyku od pierwszych dni istnienia tego klubu oraz sekretarz redakcji studenckich KONFRONTACJI.

.

Wspomnienia o „Pałacyku”: Bohema studenckiej enklawy

 

 

 

Inne z sekcji 

Fraszki Jana Zacharskiego: Kolorowe święto

. Jan Zacharski .   Obrona We Wrocławiu kwiaty kwitną, Okolicznością to jest zaszczytną, Wrocław bierze je w obronę Przed asfaltem i betonem. . Święto Nie ma dziś ważniejszego tematu, Niż czerwcowe święto kwiatów, Budzi uczucia gorące, Jest kolorowe i jest pachnące. . Barwy Obramowane kwitnącą zielenią Kolorowymi barwami się mienią, Wrocławskim kwiatom ja jestem […]

Z kroniki pan…i G. nr 65 (17.06.2024) – TRZESZCZY

. Małgorzata Garbacz . Trzeszczy… . Trzeszczy w Europie. Szykuje się zmiana politycznej warty. Są oznaki. Skrajna prawica i populiści grzeją silniki. Na razie z gorącem walczy Grecja. W sensie pogody. Za wschodnią granicą naszego kraju grzeją się w wojennych walkach. Rodaków ogrzewa otucha, że uratujemy pokój. Ale głowy gorące od niespokojnych myśli. W Polsce […]