Artykuły

Rozalia Saulson o kościółku Wang w Karpaczu

Na wysokości 2430 stóp n. p. m. zrównanej sztucznie, obwiedziony niskim murem, w kilku miejscach drzewami ocieniony, zadziwienie wzbudza starożytny szczególnej budowy z drzewa kościół, którego ściany i kolumny zewnętrzne, ramy okien, drzwi, dach nawet snycerską robotą zrobiony. To sztuczne, mozolne wypracowanie tego kościoła czyni wrażenie jakiego bawidełka buduarowego przez szkło powiększające widzianego. Wewnętrzne kolumny, ołtarz, krzyż nad nim, kandelabry, kazalnica, ściany, plafond, a także zdobione snycerstwem: tak zewnątrz jak wewnątrz kolor drzewa naturalny, nie powlekany nigdzie malowaniem; ściany są podwójne w kilkułokciowym odstępie, tak iż tym sposobem kościół dookoła obejść można. To przejście ma okna równoległe do niższych okien kościoła, których wszystkich razem jest 174.

Organy kościoła norweskiego są małe lecz dobre. W zakrystyi są posągi Lutra, Melanchtona i kurfirszta Fryderyka. Krata kolumnada prowadzi do murowanej wieży z trzema dzwonami i zegarem; przed kościołem piękna fontanna wiele dodaje uroku tej nadzwyczajnej całości, mały cmentarz za kościołem z kilku nagrobkami zdobią krzewy i kwiaty. Dom obszerny mieści jedynych mieszkańców tej ustroni, pastora z rodziną i kantora.

     Starożytny ten kościół, rodzajem swej snycerskiej roboty zbliżony do ozdób świątyń pogańskich, dopiero od roku 1842 na górze Buckenberg, się znajduje. Stał on do roku 1841 w Norwegii nad jeziorem Wang od pierwszych czasów chrześcijaństwa tego kraju, które Olaf II 1180 roku stale tam zaprowadził; jego też pamięci kościół ten był poświęcony.

    Profesor Dahl  w Dreźnie w dziele swojem o starożytnem budownictwie Norwegskim zwrócił uwagę na szczególny styl budowy i ozdoby kościołów tego kraju, które chociaż czas jeszcze ochraniał, chęć odmiany niszczyła. A gdy kościół Wangski rozebrać miano, aby nowy na jego miejscu stawiać, król pruski dowiedziawszy się o tem, rozkazał nabycie, zdjęcie na miejscu rysunku, przewiezienie i ustawienie kościoła na górze Bruckenberg.

    Jednak domyśleć się łatwo, że po rozebraniu i przewiezieniu niejedna część tej budowy do użytku niezdatna się okazała, i że je nowemi podług modelu zastąpiono.

 Miejsce obrane temu kościołowi nie tylko najpiekniejszem jest uczczeniem jego starożytności, ale ponadto i dobrodziejstwem dla mieszkańców niektórych okolicznych wiosek i bud, w zimie dla odległości do kościoła uczęszczać nie mogących.

.

Bunt tkaczy na Pogórzu w 1793 r.

Hrabina z Bukowca, czyli opowieść o wspaniałej kobiecie, jej niezwykłej miłości i miejscowości koło Jeleniej Góry

Inne z sekcji 

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: Kryzys kubański czyli jak Chruszczow chciał wpuścić Kennedy’emu jeża w gacie.

Grzegorz Wojciechowski     Początek lat sześćdziesiątych XX wieku, powszechnie uważany jest za okres szczytowy „zimnej wojny”. Wówczas to doszło do dwóch niezwykle istotnych incydentów, najpierw w sierpniu 1961 roku, praktycznie w ciągu jednego dnia wyrósł w Berlinie mur, który odgrodził od siebie dwa światy. Rok później doszło do najbardziej dramatycznego incydentu jakim bez wątpienia był […]

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: „Zakład” madame „Kitty” w służbie III Rzeszy

Budynek, przy ulicy Giesebrechtstrasse 11 w Berlinie . Grzegorz Wojciechowski .   Ten dom przetrwał wojenną zawieruchę i istnieje do dziś, mieści się przy  Giesebrechtstrasse 11 w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg. Kamienica z początku XX wieku jest charakterystyczna dla budownictwa niemieckiego z tamtego okresu, wiele podobnych, a wręcz identycznych domów można na przykład spotkać i dziś […]