Artykuły

Jeden czy wiele wszechświatów?

.

Andrzej Małkiewicz

.

Wszyscy znamy opowieść o Starszym Panu, który niegdyś stworzył nasz (Wszech)świat. Dlaczego to uczynił, czy też – po co? – w gruncie rzeczy nie wiadomo. Ta opowieść jest w sposób oczywisty naiwna, ale dotyka rzeczywiście istotnego problemu: skąd wziął się nasz świat? Bo, skoro istnieje, to zapewne musiał powstać. Kiedy? Dlaczego? Czemu taki, a nie inny? – na te pytania rzetelna nauka od dawna szuka odpowiedzi, a wcześniej szukała jej filozofia. I oto pojawiła się kolejna interesująca próba z tego zakresu.

Ale sięgnijmy do początków. Platon, najbardziej znany filozof Antyku, orzekł radykalnie: materia jest niezniszczalna, istniała zawsze, i zawsze będzie istnieć. Rolą Boga było nadanie jej kształtu, ten akt nazywamy początkiem świata. Wszakże nie był On zadowolony z efektu, zatem świat unicestwił (tj. zburzył porządek w materii), po czym stworzył na nowo. Ale znów nie spodobał mu się – taka seria tworzenia i unicestwiania trwa odwiecznie i będzie trwać nadal.

Plotyn – prekursor chrześcijaństwa (ale poganin!) miał koncepcję zupełnie inną: Jedno (to imię własne, piszemy je z dużej litery) jest absolutnie doskonałe, a w swej doskonałości niezmienne, niczego zatem nie czyni, w szczególności nie stwarza. Ale jest tak doskonałe, że ta doskonałość aż się przelewa, emanuje z Niego, taką emanacją kolejnego szczebla (bo były inne) jest właśnie nasz świat. Jedno istnieje odwiecznie i odwiecznie emanuje, zatem świat jest odwieczny. Zawsze istniał w przeszłości i zawsze trwać będzie.

Teolodzy chrześcijańscy niezbyt udatnie połączyli te tezy z koncepcją z „Biblii”: świat miał początek, powstał z woli Boga, On też sprawi światu kres.

Współczesna nauka dokonała drobnej modyfikacji: w jej dziale poświęconym tego typu problemom – kosmologii – przyjmuje się, że świat miał istotnie początek, przed miliardami lat, określany jako Wielki Wybuch, będzie też miał kres, za miliardy lat, wskutek wzrastającej w nieskończoność entropii. Natomiast nie jest sprawą nauki rozstrzyganie, kto to zrobił, bądź zrobi.

Spierano się też o jakość i wyłączność naszego świata. Czy jest jedyny, czy może istnieją też inne, albo istniały w przeszłości? W końcu XVII w. Leibniz postawił znaną tezę, będącą podsumowaniem trzech tysięcy lat filozofii, że nasz świat jest najlepszy z możliwych, na co Voltaire zapytał zgryźliwie: „Jeżeli ten świat jest najlepszym z możliwych, to jakie są te inne?” Problem, czy nasz (wszech)świat jest jedyny, czy też może istnieją inne (lepsze, czy gorsze, to już całkiem inny problem) pojawiał się w pismach wielu myślicieli od Platona, a nawet wcześniej. Ale każdy z nich arbitralnie, bez porządnych argumentów, a nawet niekonsekwentnie, możliwość taką odrzucał.

Oczywiście, cała dotychczasowa wiedza wskazuje, że gdyby nawet istniały, to są dla nas niepoznawalne. Ale niepoznawalność nie jest argumentem ontologicznym, nikt rozsądny nie powie, że to czego nie znamy – nie istnieje, a to czego poznać nie możemy – nie może też istnieć.

Jednak rzeczywiście, według przekonania dotychczas w nauce dominującego, nasz Wszechświat jest wszystkim co istnieje. Skoro miał początek i będzie miał kres to może jego istnienie poprzedzał inny Wszechświat? A gdy przestanie istnieć, czy nastanie kolejny? Niestety, to pytanie jest źle postawione. Otóż czas jest jedynie „wewnątrz” Wszechświata, zaczął biec dopiero wtedy, gdy zaczął istnieć Wszechświat. I zapewne skończy się wraz z jego kresem. Zatem nie było żadnego „przedtem”, ani nie będzie żadnego „potem”. Tak też ma się sprawa z istnieniem innych wszechświatów „gdzie indziej”. Jak czas, również przestrzeń jest jedynie „wewnątrz” Wszechświata, nie ma żadnego „na zewnątrz”, żadnego „obok”. Nie ma nic poza nim. Nie może „obok” być innych wszechświatów! Ale to źle postawione pytanie wskazuje na autentyczny problem.

Próbuje go rozwiązać amerykańska badaczka, pochodzenia albańskiego, Laura Mersini-Houghton (Przed Wielkim Wybuchem. O początkach Wszechświata i o tym, co jest poza nim, tł. Urszula i Mariusz Seweryńscy, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2023). Pisze ona, że już od początku XX w. fizycy stanęli przed problemem, że możliwość istnienia innych wszechświatów jest konsekwencją równań fizyki kwantowej. Z teoretycznych obliczeń wynika ich wręcz niewyobrażalna liczba 10600 (dziesiątka z sześciuset zerami, nie ma na tę liczbę nazwy w żadnym języku)!

Możliwość, to nie konieczność – ale problem próbowano rozwiązać. Niels Bohr posłużył się swoistym wytrychem – jest mianowicie taki zewnętrzny obserwator (nietrudno domyślić się kim On jest, choć Bohr nie zdecydował się tego wprost napisać), który spośród kwantowych możliwości dokonał wyboru tego świata, w którym żyjemy – jako jedynego. Einstein stanowczo sprzeciwił się – wykazał, że nie jest to dobre rozwiązanie problemu, choć sam lepszego nie zaproponował. Istotny wkład w dyskusję wniósł Schrödinger, którego koncepcja „kota”, była zabawnym, zrozumiałym dla niespecjalistów, a jednocześnie radykalnym dowodem, że nie należy mieszać zewnętrznego obserwatora. Problem pozostał.

Tak czy inaczej, jak pisze Mersini-Houghton, aż do Hawkinga istnienie tylko jednego wszechświata traktowano w nauce jako oczywistość, swoisty aksjomat – tylko najwybitniejszych myślicieli kłopotał brak dowodu jego prawdziwości.

Zdaniem tejże Autorki na początku XXI w. nastąpiła zmiana w myśleniu. Zaczęto rozważać możliwość istnienia wielu (wszech)światów, sposoby ich narodzin i funkcjonowania. Asumpt dała Teoria Strun, wypracowana w końcu ubiegłego stulecia, wykraczająca poza znany problem sprzeczności między teorią względności a fizyką kwantową, pozwalająca po nowemu spojrzeć na nasz świat. W sposób oczywisty wynika z niej, że nie może on być jedyny. Nawet Hawking w ostatnim okresie życia zainteresował się tą kwestią. Warto dodać, że nie jest to pierwszy przekład na język polski książki, w której omówiona została ta teoria, ale pierwszy, jaki znam, który przedstawia ją w sposób możliwy do pojęcia przez humanistę.

Być może, choć Mersini-Houghton bardzo ostrożnie używa tego pojęcia, można mówić o pojawieniu się nowego paradygmatu (ogólnego wzoru myślenia). Termin ten jest o tyle nieodpowiedni, że w dziejach nauki istniało już wiele paradygmatów, ale wszystkie były – w zakresie najogólniejszych rozważań kosmologicznych – zgodne w przekonaniu, że nasz (wszech)świat – nieważne, najlepszy czy kiepski – jest jedyny. Byłby to więc jakiś superparadygmat (to moje określenie, nie Autorki), stanowiący absolutną nowość w dziejach myśli. Sumę wszystkich wszechświatów Mersini-Houghton określa jako wieloświat (multiverse, nie ma dobrego przekładu na język polski, tłumacze używają określeń metawszechświat, multiświat, multiwszechświat, superwszechświat, ultrawszechświat, multiwersum). Autorka polemizuje też z poglądem, że granice naszego Wszechświata absolutnie zamykają nasze możliwości poznawcze. W pewnym sensie tak jest, ale wewnątrz naszego Wszechświata możemy – jej zdaniem – znaleźć ślady oddziaływania innych wszechświatów. Są nimi odkryte przed kilkunastu laty „pustki” promieniowania śladowego pozostałego po Wielkim Wybuchu. Za swe badania Mersini-Houghton została nominowana do Nagrody Nobla, na razie jej nie przyznano, takie odkładanie w przypadku nowatorskich koncepcji nie jest rzadkie, dotknęło np. Einsteina.

Wcześniejsi myśliciele niekiedy pośrednio zbliżali się do tego problemu.

Plotyn pisał: „nikt chyba nie będzie ganić tego świata naszego, jakoby nie był piękny i pośród bytów z ciałem nie był najlepszy”. Plotyn wierzył, że nasz świat jest jedyny, ale skoro pisał: „najlepszy”, to w porównaniu z czym? A nieco dalej jeszcze wyraźniej: „nie może być piękniejszy żaden świat inny”. Ale to radykalne zdanie dotyczy tylko aksjologii – nie ontologii. Piękniejszy być nie może, ale czy może „być”?

Plotyn sądził, mimo wszystko, że Jedno wyemanowało tylko jeden świat, choć poprzez kolejne hierarchiczne emanacje, zatem bytów jest więcej, a nasz świat jest tylko jednym z nich. Nie jest to żadne rozwiązanie omawianego tu problemu, a tylko wskazówka, że obok prostego rozwiązania – „jeden Bóg, jeden świat”, można rozważać inne.

Taką sugestię zawarł też wcześniej Platon w „Timajosie” – świat był wielokrotnie unicestwiany i stwarzany na nowo. Dla Platona czas nie jest funkcją świata, ale czymś pierwotnym, istniejącym wiecznie, od czasu zależni są bogowie, a tym bardziej światy. Rysuje nawet obraz poprzedniego świata – dość naiwny. Był prawie taki sam jak nasz obecny, tylko Akropol w Atenach był nieco wyższy, w Attyce było więcej wody niż obecnie, a najpotężniejszym mocarstwem była Atlantyda. To raczej wcześniejszy obraz naszego świata. W każdym razie Platon dopuścił istnienie innych światów, choć jego uwagi na ten temat są luźne, rozproszone i widać, że był to z jego strony bardziej chwyt literacki, niż przemyślana koncepcja.

Książka Laury Mersini-Houghton dotyczy najbardziej fundamentalnego problemu wiedzy o świecie. Jej przemyślenia oparte są na zaawansowanej matematyce, najnowszych działach fizyki i najnowszych obserwacjach astronomicznych. A napisana jest w sposób wyjątkowo przystępny. Jestem humanistą, a jednak nie miałem problemu ze zrozumieniem jej wywodów, przeciwnie, czytając wreszcie pojąłem kilka kwestii (np. z zakresu fizyki kwantowej). Mogę ją polecić każdemu, kto chce zrozumieć świat, choćby matematyka nie była jego mocną stroną.

.

Nowa książka Andrzeja Małkiewicza: „Wojna nowego wieku?”

Myśli na koniec miesiąca

Wiersze Jana Zacharskiego – „Podróż na Marsa

Inne z sekcji 

Fraszki Jana Zacharskiego: Przegląd wydarzeń

. Jan Zacharski .   Kłamca Jacka Kurskiego formuła, Jego telewizja szczuła, On wątpliwe miał talenty, Bowiem kłamał jak najęty. . Znamię Oto współczesności znamię, Telewizja już nie kłamie, Chociaż prawdy wciąż unika Telewizja Republika. . Wstyd To co zrobił Szmydt, To jest wielki wstyd, Patrzmy PIS-owi na ręce, Takich Szmydtów może być więcej. . […]

Greta Garbo – początki kariery

. Jerzy Borycki „Naokoło Świata” nr 56 z 1928 r. . Greta Garbo – kusząca czarodziejka ekranu, przedmiot zachwytu i uwielbienia niezliczonych rzesz wielbicieli X Muzy, pochodzi ze Szwecji. Mając lat 15 i czując nieodparty pociąg do sceny, ku wielkiemu utrapieniu swego ojca, który nie mógł się pogodzić z myślą, by córka jego była aktorką, […]