Artykuły

CO TO SĄ LIBERALIZMATY

.

Radosław S. Czarnecki

.

Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy.
Chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei:
tak jak Bolek i Lolek, Tytus, Romek i Atomek,
dzieci z Bullerbyn, Tomek na tropach Yeti,
jak król Maciuś pierwszy, Asterix i Obeli,x  jak załoga G, McGywer i Pippi
„Jak Bolek i Lolek” – Zespól HURT

.

Wolność jest pojęciem jakie w dzisiejszym świecie odmienia się na różne sposoby i w różnych kontekstach. To istota i funkcja rozumienia terminu liberalizm. Często są to konteksty diametralnie różne od tego co do tej pory uznawano za wolność, co cywilizacja zachodnia tłumaczyła tym pojęciem albo co rozumiano w kontekście słowa wolność wywodząc jądro owego znaczenia z Oświecenia i tradycji Rewolucji Francuskiej, a za nią – z całej postępowej tradycji myśli euro-atlantyckiego chowu. Można ją – jako kategorię filozoficzną, kulturową, jurydyczną, społeczną, ekonomiczną itd. – traktować na dwa sposoby: negatywny wymiar tej definicji obraca się wokoło braku ograniczeń, pozytywny – to spojrzenie na ów problem z pozycji tego który robi co chce. To zagadnienie dotyczące głównie świadomości czyli możliwości wyboru. Wolność w tym wypadku – w połączeniu z doświadczeniami ogólnoludzkiej cywilizacji – owocuje nie tym co się robi lecz sposobem tego jak się robi i czego nie wypada robić (z racji społecznych uwarunkowań naszego gatunku, solidarności, empatii, szacunku dla godności INNEGO, kultury osobistej etc).
Immanuel Kant, iż czyn jest wolny gdy jest świadomy a tym samym wolny od emocji, afektów, uprzedzeń czy fobii. Królewiecki filozof nadaje wolności najwyższą doniosłość racjonalności, odcedzając ją od poza-rozumowych i poza-empirycznych wpływów. Człowiek jest więc tym bardziej wolny im bardziej się samorealizuje, kiedy uczestniczy w biegu wydarzeń swojego czasu, kiedy określa siebie oficjalnie wobec władzy, ludzi z otoczenia, społeczeństwa, ludzkości. Także wobec modnych trendów i powszechnego myślenia, często stanowiącego właśnie z tytułu owej masowości źródło dla rozwiązań autorytarno-niewolących (nawet z wolnością na ustach).
Społeczny wymiar wolności to z kolei zagadnienie związane z dobrobytem, a przede wszystkim z poczuciem wartości i jakości przeżywanego. I dot. to Zarówno jednostkowości jak i wspólnotowości. Chodzi o jak najszerszy dostęp do dóbr współczesnej cywilizacji i kultury, ale nie na zasadzie jałmużny, biernej konsumpcji, pasywnego „brania i używania” (nie widząc nic poza koniuszkiem swego zasmarkanego często nosa, swego wygórowanego ego, swojej wybujałej nadmiernie wyobraźni). No i o zbiorową świadomość tego dostępu.
Jak mówi IV artykuł Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela (1789) „Wolność polega na tym by móc robić wszystko to co nie szkodzi innym”. Czyli własnym postępowaniem prowadzić do minimalizacji ewentualnych krzywd, nie nieść swoim działaniem przykrości, bólu, cierpienia INNEGO. Nie mnożyć szkód.
Z wolnością i jej używaniem w wymiarach tak indywidualnym jak i zbiorowym koreluje pojęcie imaginarium. To przestrzeń ludzkich wyobrażeń o rzeczywistości, historii, ideach, pojęciach, symbolice itd. To figury zbiorowo przeżywanych dramatów wpisujących się w każde doświadczenie. A tym samym wpływające na aktualne decyzje i spojrzenie – tak w wymiarze jednostkowym jak i zbiorowym. Historie tworzące imaginarium egzemplifikują się w słowach, podaniach, legendach, mitach, narracji medialnej, w całej symbolicznej palecie informacji przekazywanych przez rodziny, kulturę masową, literaturę, sztukę, edukację, Internet. To jest właśnie owo symboliczne uniwersum na którym (i dzięki któremu) odgrywają się współczesne przedstawienia. Przedstawienia będące często rzeczywistością.
Często są one nie uświadomione, poza naszą racjonalnością i pragmatyzmem życiowym. Imaginarium rządzą więc emocje, marzenia (te nie zrealizowane), kaprysy, rojenia, nie spełnione intencje. Pobudza je zawsze etyczna strona osobowości – bo musimy być „po jasnej stronie mocy” – karmiąca się nie dość ostatecznie wypełnioną treścią owych zamierzeń (realnych i sennych) przez nas oczekiwaną. Czyli tzw. fantazmaty. Wpływy konstrukcji fantazmatycznych można odnaleźć zarówno w świadomym działaniu jak i w mowie, wspomnianych marzeniach, w smakach, meandrach linii życia tak jednostkowego jak i w zbiorowym losie. „Fantazmat rządzi w sposób uniwersalny. Wszystko jest mu w sposób skryty poddane, ale poza tym światem nie istnieje” (Andrzej Leder).
Czym byłby więc użyty w tytule termin – mego autorstwa – tzw. liberalizmaty ? To klon, to pochodna znaczenia liberalizm, ale niosący sobą konotacje wspomnianego fantazmatu. Czyli rzeczywistości wyśnionej, idealnej, platońsko-teistycznej proweniencji. Bo czyż istnieje poza naszą jaźnią takie uniwersalne pojęcie jak wolność i czy zostało ono w jakiejkolwiek w takiej właśnie formie urzeczywistnione w świecie doczesnym ? Czy można je rozpatrywać dogmatycznie i apriorycznie przy jednoczesnym uznawaniu absolutnej jednostkowości naszego bytu i wszystkiego co z nim się wiąże ? Tak jak chcą współcześni neoliberałowie uważając iż wolność załatwia i tłumaczy jednostce wszystko. Bo oni myślą jedynie w kategoriach subiektywnych pragnień, myślenia życzeniowego, pospolitego wańkowiczowskiego „chciejstwa”. Świat ma być taki jak w ich wyobrażeniach, nadziejach i marzeniach. Jak konstrukcja ich bańki mentalnej stworzonej na bazie wyznawanej przez nich doktryny. Tą myśl oddają najlepiej słowa utworu zespołu HURT, zacytowane jako motto niniejszego tekstu.
Pozostając w kantowskiej konwencji pojmowania wolności trzeba stwierdzić, że jest ona w naszym kraju – jako podstawowy liberalizmat – zaśmiecona, zdeprawowana, ograbiona ze swych znamion społeczności, wspólnotowości, zbiorowości tymi subiektywnymi afektami, pobożnymi życzeniami i ponoć dobrymi chęciami. Jak każde tego typu pojęcie tak i wolność jest (i musi być) interpretowane w zależności od czasu, miejsca i historycznych stosunków panujących w różnych miejscach. A że te stosunki są różne, doświadczenia ludzkie też takimi są to i pojmowanie wolności musi być też różnym przez różne osoby i różne kultury.
Nawoływanie do jakiejś jednej wersji wolności, jaka miałaby zapanować na całym świecie i obowiązywać wszystkich bez wyjątku (bez względu na doświadczenia kulturowe i historyczne poszczególnych zbiorowości) oraz obstawanie przy tej wizji w sposób doktrynersko-dogmatyczny jest właśnie przykładem liberalizmatu. Takie stanowisko nie uwzględnia tego co zwiemy konwergencją (bądź dyfuzją) idei, wartości, doświadczeń, a co ma „od zawsze” miejsce w historii naszego gatunku. I dotyczy to wszystkich pojęć, sądów, tez czy doktryn. No i jeszcze czas: ten najważniejszy z wymiarów naszego bytu (wymiar czwarty) wpływający z racji empirycznych na wszystko co nas otacza. Bo dogmat, bezruch, stałość nie istnieją tym bardziej jeśli dotyczyć to ma takiego pojęcia jak wolność.
Dzisiejsza elita oraz medialny mainstream (a za nimi bezrefleksyjni i bezkrytyczni akolici) nie chcą oświecać ani tłumaczyć maluczkim humanistycznych, bratersko-równościowo-wolnościowych czyli oświeceniowych wartości i kanonów. Nie uważają bowiem ludu za obywateli. Chcą jedynie, aby ów lud konsumował i przestał wybrzydzać. To z jednej strony haniebny paternalizm (będący najgorszą niewolą jaką człowiek zadaje drugiemu człowiekowi), a z drugiej – nałożenie kulturze wędzidła „obsługi wolności” w kontekście wyborów konsumpcyjnych, które „stają się czymś nieuchronnym, obowiązkowym, nakazem i wymogiem” (Zygmunt Bauman). Charakter społeczeństwa konsumentów, a nie zbiorowości obywateli, wymusza na kulturze ofertowość zamiast normatywności, uwodzicielskość a nie regulacje i katalogi, przypadkowość i przygodność a nie stabilizację i przewidywalność. Konsument dostaje w ramach tak zadekretowanej wolności ofertę, po uprzedniej stymulacji przez reklamę, potrzeb, pragnień, zachcianek i kaprysów. To właśnie lud otrzymuje zamiast poważnego dyskursu nad obowiązkiem, przymusem, odpowiedzialnością za wspólnotę i miejsce jednostki w tej zbiorowości.
Eskapizm elit i mainstreamu – czyli ucieczka od spraw związanych z życiem społecznym – to również typowy przykład liberalizmatu będącego efektem myślenia iż „….czegoś takie jak społeczeństwo nie ma. Istnieją tylko wolne i przedsiębiorcze jednostki” (Margaret Thatcher).
Poruszono tu tylko i wyłącznie jeden z elementów problemu stanowiącego esencję polskich liberalizmatów. Element, który chyba budzi najwięcej kontrowersji. Bo to na tej płaszczyźnie toczą się podstawowe spory: lewica- prawica, progresiści – konserwatyści, ewolucjoniści – tradycjonaliści. Ale stawiając ów problem w takim właśnie sposób przyświecał mi cały czas dylemat: czy nasz świat, nasz ludzki byt, nasze szczęście i zadowolenie zamykać się mają tylko w słowie JA ? I co z tym się bezpośrednio wiąże, jakie sytuacje generuje i jak wpływa na świadomość człowieka.

.

Kit, manipulacja, złudzenia

Rzeczywistość pożarta przez symbole

Ordo Iuris i Jan Paweł II

Czy to już faszyzm?

Dobrze jest zacząć od siebie

Czy taka demokracja warta jest żywota?

Inne z sekcji 

Fraszki Jana Zacharskiego: Przegląd wydarzeń

. Jan Zacharski .   Kłamca Jacka Kurskiego formuła, Jego telewizja szczuła, On wątpliwe miał talenty, Bowiem kłamał jak najęty. . Znamię Oto współczesności znamię, Telewizja już nie kłamie, Chociaż prawdy wciąż unika Telewizja Republika. . Wstyd To co zrobił Szmydt, To jest wielki wstyd, Patrzmy PIS-owi na ręce, Takich Szmydtów może być więcej. . […]

Greta Garbo – początki kariery

. Jerzy Borycki „Naokoło Świata” nr 56 z 1928 r. . Greta Garbo – kusząca czarodziejka ekranu, przedmiot zachwytu i uwielbienia niezliczonych rzesz wielbicieli X Muzy, pochodzi ze Szwecji. Mając lat 15 i czując nieodparty pociąg do sceny, ku wielkiemu utrapieniu swego ojca, który nie mógł się pogodzić z myślą, by córka jego była aktorką, […]