Artykuły

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: Zośka „Wykałaczka” z Pozzuoli

.

Grzegorz Wojciechowski

.

23 listopada 2021 roku, w jednym z najbardziej poczytnych włoskich dzienników  „Corriero dela Sera” , ukazał się wywiad z legendą włoskiego i światowego kina Sophią Loren. Aktorka wspominała w nim swoje dzieciństwo jakie spędziła w położonym koło Neapolu Pozzuoli i ciepło mówiła o Via Solfatara, przy której mieszkała w czasach swojego dzieciństwa.

To było cudowne – zwierzała się czytelnikom dziennika -, ponieważ najważniejsze etapy mojego życia są zapisane w mojej pamięci, a powrót na tę ulicę oznacza dla mnie poczucie zapachu młodości, pamięć o moich ukochanych dziadkach, moich pierwszych przyjaciołach, szkole, w której przeżyłam cudowne chwile i która pomogła mi w rozwoju mojej osobowości. Dość powiedzieć, że nawet dzisiaj z moimi kolegami z klasy rozmawiamy długo przez telefon, aby dowiedzieć się o swoim zdrowiu i o tym jak toczy się życie. Dlatego Pozzuoli było, jest i zawsze będzie w moim sercu i zawsze będę się tam czuła jak w domu.

Legenda włoskiego kina urodziła się w Rzymie   1934 roku jej matką była Romilda Villiani, ojcem zaś niejaki Riccardo Scicolone.

Po latach pisała w swoich wspomnieniach:

Przyszłam na świat 20 września 1934 roku w szpitalu dla bezdomnych i samotnych matek imienia królowej Marggherity.

Rodzice Sophii nie żyli bowiem w związku małżeńskim, jej tatuś okazał się człowiekiem mało życiowo odpowiedzialnym i mimo, że z Romildą miał dwie córki, to nie zamierzał wstąpić z nią w związek małżeński, ani łożyć na utrzymanie swoich dzieci. Był  typowym przykładem życiowego egoisty i próżniaka chociaż skończył studia i został inżynierem. Jego głównym zainteresowaniem były kobiety, a właściwie uwodzenie ich. Niewątpliwie pomagało mu w tym zajęciu to, że był mężczyzną bardzo przystojnym i zwracał na siebie uwagę pań. Jego silne ego budowała głównie jego matka i starsza siostra, które rozpieszczały go. Jak utrzymywał był potomkiem znanej rodziny szlachty sycylijskiej z Licaty, co dodatkowo wbijało go w dumę.

Nieszczęsna, wykorzystana przez niebieskiego ptaka Riccarda, Romilda postanowiła wyjechać z małą liczącą zaledwie sześć miesięcy Sophią do domu swoich rodziców na Via Solfatara 5 w Pozzuoli, gdzie wspólnie zamieszkali, żyjąc wprawdzie bardzo skromnie, ale dziadkowie Sophi potrafili okazać swoim dzieciom i wnuczce dużo ciepła i miłości.

Właśnie w takiej atmosferze wzrastała przyszła gwiazda światowego kina, bardzo silne więzy emocjonalne łączyły ją z babcią Luisą i dziadkiem Domenico, którzy poświęcali dziecku wiele czasu.

Romilda zaś  próbowała zaistnieć w filmie, ale bez skutku, więc starała sie podejmować dorywcze prace ucząc gry na fortepianie i grając na przyjęciach towarzyskich albo w barach. Często też wyjeżdżała do Neapolu, aby jak twierdziła szukać pracy, okazało się jednak, że coś innego pchało ją do miasta pod Wezuwiuszem. Była to chęć powrotu do miłości i ponownego złączenia się z Riccardo Scicolone, to właśnie on był powodem tych częstych wyjazdów. Romilda myślała, że uda się jej nakłonić go do wspólnego życia i założenia rodziny, co dałoby stabilizację jej i małej Sophii. Efektem tych zabiegów okazała się druga ciąża. Riccardo jednak wyparł się tego, że jest jej sprawcą i twierdził, że nie wie kto może być ojcem przyszłego dziecka, czym niewątpliwie upokorzył Romildę, doszło do serii awantur w typowo „włoskim stylu”, ale efekt tej sprawy był taki, że Scicolone ulotnił się, a matka Sophi przestała już jeździć do Neapolu szukać pracy. Zlekceważona kobieta na szczęście miała wspaniałych rodziców i rodzeństwo, którzy otoczyli ją opieką.

Matka Sophii przeżyła bardzo swoją sytuację i odreagowała w ten sposób, że stała się wręcz histeryczną fanką Mussoliniego, i to właśnie 11 maja w dniu kiedy do Rzymu na spotkanie z Mussolinim przybył Adolf Hitler Romilda udała sie tam niezwłocznie i w tłumie witających doszło do rozpoczęcia akcji porodowej. Nikt wówczas nie przypuszczał, że Anna Maria, która wówczas przyszła na świat, zostanie kiedyś żoną syna Benitto Mussoliniego, a Romilda jego teściową, a Sophia szwagierką syna duce.

Rok później Romilda postanowiła, aby doprowadzić do spotkania ojca z jego córkami. Do tego celu użyła podstępu, poinformowała Riccarda, że Sophia jest bardzo ciężko chora, ten jednak nie bardzo wierzył w chorobę dziecka, jednak po długiej zwłoce zjawił się w Pozzuoli, przywiózł nawet córce samochodzik na pedały.

Był to pierwszy kontakt z ojcem i zarazem bardzo traumatyczny dla dziewczynki. Kiedy matka pokazała jej ojca ta zareagowała bardzo emocjonalnie zaczęła płakać i uciekła do drugiego pokoju, uważała bowiem, że jej ojcem jest dziadek, którego bardzo kochała.

Wizyta tego tatusia trwała bardzo krótko, szybko opuścił mieszkanie państwa Villianich , a na małą córeczkę nawet nie raczył spojrzeć. Riccardo był bowiem całkowicie nieczułym człowiekiem i nie posiadał nawet odrobiny uczucia w stosunku do swoich dzieci, nie interesowały go one i nigdy nie dążył do spotkania z nimi, ani nie wspierał je materialnie.

Sophia nie była zbyt pięknym dzieckiem, wyglądała niezbyt atrakcyjnie, była bardzo chuda, miała długie cienkie nogi, wielkie oczy i duże usta. Rówieśnicy dokuczali jej z powodu tego wyglądu wołając na nią „Szczapa” albo „Sophia Wykałaczka”, nic nie zapowiadało w tym czasie w jak piękną kobietę się przemieni. Te drwiny z jej wyglądu bardzo ja bolały, przeżywała to mocno, stała się też zamknięta w sobie.

Kiedy nastały czasy wojny, bardzo ciężko było zdobyć środki na utrzymanie. W domu babci Luisy przeznaczono jeden z pokoi, gdzie przychodzili żołnierze, babcia serwowała im nalewkę, Romilda grała na pianinie, a mała Maria śpiewała swoim dziecięcym głosikiem, Sophia zaś była nieśmiała, dlatego jedynie nakrywała do stołu i sprzątała.

Niestety ta względna sielanka jak na okrutne i ciężkie lata wojny w pewnym momencie skończyła się. W Pozzuoli znajdowała się duża fabryka amunicji, alianckie bombowce często dokonywały na nią nalotów. Mieszkańcy miasteczka chcąc chronić się przed bombami uciekali do pobliskich katakumb, pewnego dnia w czasie trwania nalotu coś zraniło Sophię w twarz, przypuszczalnie był to szczur, których było tam wiele, ale byli i tacy, którzy utrzymywali, iż był to odłamek bomby.

Dla młodej wrażliwej dziewczynki było to jednak na tyle traumatyczne przeżycie, że bała się później spać przy zgaszonym świetle.

To wydarzenie spowodowało, że Villiani przenieśli się do Neapolu, znacznie mniej narażonego na lotnicze ataki aliantów, ale nie na długo cieszyli się tam względnym spokojem, również i na neapolitańskim niebie pojawiły się amerykańskie i brytyjskie bombowce. W Neapolu przebywali u rodziny, mieszkanie było niezwykle zatłoczone, panowała bieda i strach przed lecącymi z nieba bombami.

Kiedy wojna się skończyła Sofia Villiani miała zaledwie 11 lat. Z każdym następnym rokiem rozwijała się fizycznie coraz bardziej. Jak pisze jej biografka Silvana Giacobini:

.

.

W wieku trzynastu lat Sofia była już wysoką dziewczyną z biustem, który rozwijał się w sposób nieokiełznany. Na małej twarzy o lekko trójkątnym kształcie wystające kości policzkowe podkreślały migdałowe oczy o rzadko spotykanym złotym kolorze poprzetykanym zielenią. Długi, ale harmonijny nos nadawał jej arystokratyczny wygląd, zaś pięknie zarysowane zmysłowe usta wzbudzały w spotykających ją mężczyznach pragnienie pocałunku.

Również i dziadek Domenico zauważał przepoczwarzanie  się swojej wnuczki z niegdyś „brzydkiego kaczątka” w piękną kobietę-łabędzia i mówił, że Sophia rośnie zarówno w górę jak i „na zewnątrz”.

Romilda również zaczęła dostrzegać w córce przemiany i coraz bardziej swoje niespełnione nadzieje i pragnienia zrobienia kariery dzięki urodzie, zaczęła cedować na córkę.

.

.

Pierwsza okazja do tego, aby zadebiutować w branży artystyczno-rorywkowej nadarzyła się w niebawem, to jest w roku 1949, kiedy to Sophia miała zaledwie 15 lat, wówczas to w „Il Mattino”, jednej z neapolitańskich gazet ukazało się ogłoszenie konkursu na Królową Morza i jej dwanaście księżniczek. Sophia wspierana przez swoją mamę postanowiła zaistnieć w tym konkursie. Wprawdzie nie wygrała, ale uzyskała tytuł  Miss Elegancji i zdobyła nagrodę finansową, dzięki której wyjechała do Rzymu i zaczęła grywać drobne epizody w różnych filmach włoskiej produkcji, jak na przykład Znak Zorro, Serce na morzu czy Anna.

.

Niewiadomo jak potoczyłyby się jej losy, gdyby na swojej drodze nie spotkała mężczyznę małego, łysego, perkatego i w dodatku o 22 lata starszego od niej. Tym szczęśliwcem był Carlo Ponti znany już włoski producent filmowy, który zaopiekował się młodą aktorką i uczynił z niej gwiazdę największego formatu. Pomimo tego, że na płaszczyźnie atrakcyjności fizycznej oboje znajdowali się na przeciwległych biegunach, to jednak udało im stworzyć bardzo stabilny i szczęśliwy związek.

.

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: Pieśń bardziej sycylijska niż Sycylia

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: Marlena wracaj do domu!

Greta Garbo – początki kariery

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: Berlinale i skandale

Opowieści Grzegorza Wojciechowskiego: Legendy o zamku Zisa w Palermo

21 Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Nowe Horyzonty”

Inne z sekcji 

Dolny Śląsk oczami dziennikarzy: Epizod piąty. O tym jak państwowy „kołchoz” przerobiono na światowy koncern.

. Janusz Dobrzański . W styczniu 1990 roku spędziłem tydzień w Londynie. Kwaterowałem w luksusowym „Imperial” Hotel przy Russell Square w samym centrum miasta, tuż obok The British Museum. Doba hotelowa kosztowała tu 87 funtów, dla Polaka majątek na tamte czasy. Nie, nie byłem aż tak bogaty, aby zafundować sobie wycieczkę do stolicy światowej finansjery, […]

Opowieści Wojtka Macha: Tam-Tamy i podsłuchy

. Wojciech Mach .   Niby formalnie jest wiosna lecz w polityce polskiej i światowej panują nieznośne upały. Dowiadujemy się, iż mimo politycznych kryzysów – a może właśnie dzięki nim – wyraźnie wzrosła rola podsłuchów, praktycznie we wszystkich krajach. Zapewne najbardziej zadowoleni są kabareciarze : w końcu nie muszą szukać tematów do żartów – przecież […]