Artykuły

Wspomnienia Pałacykowiczów: Pałacykiada

.

Red. Cezary Żyromski

Niedawno pożegnaliśmy naszego kolegę red. Czarka Żyromskiego, był on prawdziwym żywym archiwum wrocławskiej prasy. Z wielkim pietyzmem gromadził wiele wartościowych materiałów o dziejach wrocławskiej kultury, a także o Kresach Wschodnich z których pochodził.

Dzięki uprzejmości prezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej Oddziału Dolny Śląsk red. Ryszarda Mulka, prezentujemy zebrane przez Czarka wspomnienia działaczy studenckich związanych przez wiele lat z magicznym miejscem jakim był klub studencki „Pałacyk”, mieszczący się we Wrocławiu przy ulicy Kościuszki w dawnym pałacu Schaffgotschów.

.

 Andrzej Baranowski

.

Pałacyk poznałem przed otwarciem, siedząc na niewykończonym parkiecie kawiarni i słuchając wykładu Bogusia Litwińca na temat ruchu studenckiego. Wykład został wygłoszony, a ja zostałem przyjęty do teatru Kalambur. Parkiet był brudny i zaśmiecony, a Boguś coraz bardziej zachwycony własnym głosem.

Uroczystego otwarcia za bardzo nie pamiętam. Pamiętam tylko, że pierwszy dyrektor, cudowny Czesio Stasiewicz, z zatroskaną zadumą na drugi dzień pytał mnie i jeszcze kilku kalamburzystów, czy wiemy, jak szkodliwe jest picie podłego gatunkowo alkoholu… Wiedział, co mówi.

W 1960 roku objęliśmy we władanie piwnicę nazwaną natychmiast imieniem naszego mitycznego patrona – Edula Prymusa. W niej graliśmy najpierw jakieś składanki satyryczno-poetyckie, a w roku 1961 powstał program kabaretowy „Skandal w piwnicy”.

To nie był skandal, to był nieustający ciąg skandali. Ale nic dziwnego, skoro w „przedpiwnicy”, w barku, serwowane było obficie grzane wino, którym radośnie raczyli się zarówno wykonawcy, jak i widzowie. Tak że prawdziwy kabaret zaczynał się po przerwie, kiedy i jedni, i drudzy mieli w sobie grzańca po… metalowy kurek Edula!

Kto tam bywał, kto starał się o bilety, których zawsze brakowało! I studenci, i prominenci, i partyjni, i wysokopartyjni. I docenci, i profesorowie. Ale najlepiej bawiła się grupa stałych bywalców, która bywała na każdym programie i najlepiej wiedziała, co nowego aktorzy wymyślili. Po spektaklu wszyscy zgodnie szli do sali balowej, gdzie co sobotę odbywał się albo jakiś bal, albo ubaw. Zawsze przygrywał znakomity zespół jazzowy – najpierw Errolla Kosińskiego, a potem Jurka Pakulskiego. Nawet w czasie sesji egzaminacyjnej tłok był ogromny, bo jak można było nie bywać w Pałacyku? W owych czasach w środowisku studenckim bywanie w Pałacyku nobilitowało. Łatwiej było poderwać dziewczynę, zapraszając ją na tańce właśnie tu, niż do któregoś z innych klubów studenckich.

A do tego kultura studencka… Bim-Bom, STS, Pstrąg, Cytryna, Kalambur – o tych teatrach wiedzieli wszyscy. A Pałacyk? Tu była „kwatera główna” Kalambura do momentu otrzymania sali na Kuźniczej, tu odbywały się nie tylko słynne bale plastyków, ale też noce jazzu i poezji, jam-sessions, gorące dyskusje, wystawy. Tu po raz pierwszy wystąpił Teatr 13 Rzędów, który w sali balowej wystawił „Siakuntalę” według Kalidasy. Kto wie, czy nie gorące przyjęcie sprawiło, że Jerzy Grotowski zaczął się zastanawiać nad przeprowadzką zespołu do Wrocławia. Co zresztą wkrótce nastąpiło, a nić przyjaźni, zadzierzgnięta w owych czasach z Grotowskim, Flaszenem i całym zespołem, przetrwała zwycięsko próbę czasu. To właśnie Ryszard Cieślak przywiózł pierwszą płytę Beatlesów. Słuchało się jej godzinami.

Pałacyk tętnił życiem i twórczością od ranka do… rana. Tu zdobywały użytkowy warsztat twórczy kolejne pokolenia wrocławskich plastyków, których bale przeszły do historii jako najbardziej wyrafinowane i pomysłowe. Na takim to balu przebierańców pewien młodzieniec przyszedł ubrany w najbardziej kosztowny strój – cały, jak mumia, owinięty… papierem toaletowym. W pewnej chwili niebacznie zapalił papierosa i ledwie go ugasiliśmy. Tu odbył się pierwszy we Wrocławiu autentyczny bal autentycznych Murzynów, który skończył się jednak zgrzytem. Po wypiciu paru głębszych w Murzynach obudził się rasizm i jeden drugiego lał w mordę, bo ten drugi jest… czarny!

Do Pałacyku wkraczał majestatycznie najbardziej kolorowo i modnie ubrany, uwielbiany przez dziewczyny, wieczny student KABA, który płakał na mojej piersi, kiedy wreszcie po iluś tam latach nieopatrznie skończył studia i musiał wracać: – Andzieju – do tej dzicy! Kaba miał duszę handlarza i już podczas studiów stał się bogatym człowiekiem. Za odpowiednią cenę Kaba przywoził z Berlina Zachodniego wszystko! A dziewczynom najbardziej wyszukane szpilki.

Tu Wowa Herman i Boguś Litwiniec zdobywali pierwsze doświadczenia reżyserskie; Wowa wymyślając i inscenizując Noce poezji i jazzu, a Bogdan tworząc programy kabaretowe i wspólnie wielkie widowiska poetyckie – „Cieniom” Witolda Wirpszy.

W Pałacyku rozwijali skrzydła do lotu Piotr Wieczorek i Jerzy Jerych – późniejsi scenografowie. Tu szlifowali swój talent i Jerzy Pakulski, i Zbigniew Piotrowski, „Mały” Czesio Bartkowski, Plaskota, Kozłowski.

Sam nie wiem, jak to było możliwe, ale to właśnie w Pałacyku koncertował i grał do tańca przez jakieś dwa miesiące słynny New York Jazz Quartet.

Przez cały ten czas siedziała i słuchała ich, ucząc się „na żywo” jazzu, Kasia Gaertner. Tu miał recital brazylijski aktor i piosenkarz Nilton Castro, ten sam, który grał śmierć w „Czarnym Orfeuszu”, a gdy śpiewał piosenkę z tego filmu – wszystkie dziewczyny płakały.

W Pałacyku często występowały warszawskie Hybrydy, Egida, tu szalał często i to dosłownie Kabaret Ojców, tu… Tu była zamontowana i używana non stop jedna z pierwszych we Wrocławiu szaf grających. Przy niej godzinami stał znany dzisiaj twórca i słuchał nagrania Kate Kearby do momentu, kiedy nie napisał do tegoż polskich słów i nagle okazało się, że to on do muzyki Chopina stworzył utwór „Kocham świat”. Nawet szafa grająca inspirowała w Pałacyku do tworzenia „dzieł wiekopomnych”. Łza się w oku kręci! Tu było autentyczne centrum młodej, awangardowej kultury, tu bywali wielcy i wykluwali się wielcy.

Tu byli kolejni dyrektorzy, którzy życzliwym okiem patrzyli na szaleństwa kolejnych pokoleń młodzieży i jeśli im nawet w tych szaleństwach nie pomagali, to na pewno nie utrudniali. A czasem kierowali we właściwą stronę. A potem powoli, z braku sił, środków i chęci ta wspaniała atmosfera gdzieś się powoli ulatniała, szarzała, bladła i… I komu to przeszkadzało?

.

Wspomnienia Pałacykowiczów; Pałac i Jazz

Wspomnienia Pałacykowiczów: „Magia teatru”

Wspomnienia Pałacykowiczów: Dom, który miałem

Wspomnienia Pałacykowiczów: List z antypodów

Wspomnienia o „Pałacyku”: Bohema studenckiej enklawy

Inne z sekcji 

Dziś Dzień Matki

. Dziś Dzień Matki . Wszystkim MAMOM, w dniu ich święta, życzymy dużo szczęścia i pociechy z dzieci.   . Redakcja Magazynu Dolny Śląsk .

Wiersze Jana Zacharskiego: PIS-owskie jedynki

. Jan Zacharski . Trwa pospolite ruszenie i wyborczy zamęt, Bowiem na horyzoncie jest europarlament. Politycy państwowego się czepią okrętu, I powiedzą, płyniemy do europarlamentu. Z własnym elektoratem prowadzą rozmowy, On swoich kandydatów poprzeć jest gotowy. Kogo wiersz ten dotyczy, sprawa oczywista, To PIS – owskie jedynki na wyborczych listach. Liczą na pozytywne wyborów wyniki […]