Artykuły

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz.4

.

Niedawno spotkałem mojego starego dobrego kumpla Ulissesa, poszliśmy razem do knajpki. Siedząc przy piwku, opowiedział mi swoją przygodę, jaka go niedawno spotkała. Poprosił mnie, abym ją spisał i upublicznił.

Tak też zrobiłem, jako że jest to opowieść dość długa, postanowiłem podzielić ją na części i co piątek publikować nowy odcinek.

Przyjemnej lektury

Grzegorz Wojciechowski

 

.

                     ZEUS HERA I JA,  CZYLI NOWE PRZYGODY ULISSESA.

                                   W SZPONACH SPRAWIEDLIWOŚCI

 

 

                                                             KSIĘGA V

 

                                     Przed obliczem Kaczoriusa Minori.

 

.

     Minęła noc i nastał ranek. Powitały nas skromne promienie słońca, dyskretnie i nieśmiało wpadające do naszej celi.

Leżałem na swoim kojo i myślałem co należy począć. Spotkanie z Kaczoriusem Minori na pewno nie wróżyło niczego dobrego. Wódz PIS-uarian był człowiekiem cierpiącym na manię wielkości, jego ambicje były ogromne, wszyscy wiedzieli że pragnął zostać cezarem. Jego nikczemna postura stała się  przyczyną wielu kompleksów, które starał się kompensować sobie dążąc do zdobycia dyktatorskiej władzy.

Nagle otworzono furtę i do celi weszło czterech funkcjonariuszy Służby Lochów, bez słowa wzięli nas pod ręce i wyprowadzili z celi. Zawiedli nas nieszczęsnych pod przydrożną lipę. Siedział tam na wysokim zydlu sam Kaczorius, ubrany w służbową zbroję i hełm z pawimi  piórami jakie nosili

PISuarianie i majtał swymi krótkimi nóżkami

– Co to za jedni? – zapytał dowódcę eskorty Kaczorius.

– Ten siwobrody mówi, że nazywa się Zeus i piastuje urząd Boga. Ten drugi twierdzi, że nazywa się Ulisses i jest tym Ulissesem, który walczył pod Troją. Obaj nie posiadają żadnych dokumentów.

Kaczorius spojrzał na mnie z nieukrywaną niechęcią i rzekł:

To ma być Ulisses, taki stary.  Ja znam Ulissesa walczyliśmy razem pod Troją, uratowałem mu życie i to ja zbudowałem drewnianego konia zwanego Koniem Trojańskim, a nie żaden Ulisses.

Zamurowało mnie, nie wiedziałem co mam powiedzieć. O Bogowie! Przecież jego wówczas nawet na świecie nie było. Udało mi się jednak zebrać myśli i powiedziałem:

– To ja jestem Ulisses, od czasu Wojny Trojańskiej minęło już bardzo wiele lat i dlatego okrutny ząb czasu nadgryzł był mnie już nieco tu i ówdzie, nie mogę wyglądać przecież tak jak dawniej.

– Ha ! – powiedział Kaczorius – nikt oprócz mnie nie zna prawdy o tamtych dniach pod Troją. Ulisses był trojańskim agentem i nazywał się Boliusz. To ja zbudowałem Trojańskiego Konia, a nie Ulisses, on chciał uciec z pola walki. To że zdobyto Troję jest tylko moją  zasługą.

– Kaczoriusie Minori, przecież ty jeszcze nie żyłeś na świecie w tamtych czasach, urodziłeś się dużo później. – rzekłem bardzo mało roztropnie.

– Milcz Boliusz! Mnie nie było  wówczas na świecie!? Ja już byłem na świecie , gdy nawet jeszcze świata nie było. Nie będziesz dalej fałszował historii. Przekupiłeś poetę Homera za trojańskie srebrniki i napisał o tobie kilka bzdur, ale prawda zawsze wypłynie na powierzchnię.

Wypowiedź wodza PISuarian nie wróżyła nic dobrego, teraz cała nadzieja pozostała w Zeusie i tym, że uda się ustalić wreszcie jego tożsamość.

Spojrzałem w kierunku drogi i ujrzałem na niej zbliżającą się szybkim krokiem znajomą postać. To był senator Kotopaliusz. Ucieszyłem się, oto nadchodzi wybawienie. Na mój widok uśmiechnął się i pomachał mi z oddali ręką, a później podszedł bliżej nas pod samą lipę.

– Dlaczego Minori dręczysz tu Ulissesa i Zeusa, zobacz jak oni wyglądają.

– Nie wtrącaj się Kotopaliusz do nie swoich spraw, jestem na służbie i wiem co robię.

– Ty pewnie Minori znowu piłeś na służbie. Oj dochrapiesz ty się dochrapiesz, lud rzymski nigdy nie wybierze cię cezarem, zobaczysz.

– Nie musi, mogą mnie jeszcze Legiony podnieść na tarczy i obwołać w ten sposób cezarem.

– Minori, ty grozisz zamachem stanu?! Opanuj się, opanuj, radzę ci.

– Spieprzaj dziadu do Bilgoravi koty palić, a nie mnie tu pouczać.

Kotopaliusz nic nie odpowiedział, uśmiechnął się tylko do nas na

pożegnanie, pokręcił głową z dezaprobatą i poszedł w swoją stronę.

Rozsierdzony Kaczorius Zabrał się do przesłuchiwania Zeusa.

– Kim jesteś ? Powiadasz że Zeusem?

– Tak w rzeczy samej jestem Zeusem.

– To dlaczego nie masz dokumentów i jeździsz po pijaku.

– Dokumentów zapomniałem zabrać, a po pijaku wolno mi jeździć ponieważ jestem VIP-em. Można zadzwonić do mnie do pałacu na Olimp i moja żona Hera potwierdzi moją tożsamość oraz prześle przez umyślnego moje dokumenty. Po czym podał numer swojego telefonu służbowego.

– Dobrze – powiedział Kaczorius – w takim razie to ja zadzwonię – mówiąc to wykręcił numer telefonu.

Po chwili w słuchawce usłyszeliśmy dobrze nam znany jazgotliwy głos Hery;

– Halo. Tu pałac na Olimpie, słucham.

– Czy to bogini Junona.

– Tak, tu Junona, słucham o co chodzi?

Słysząc to Zeus wycedził do mnie.

– Popatrz Junooona, i gdzie tu jest lojalność własnej żony.

Tymczasem Kaczorius kontynuował dalej rozmowę:

– Dzwonię z posterunku straży PISuariańskiej, mamy tutaj dwóch podejrzanych osobników, jeden z nich twierdzi, że jest Zeusem a drugi utrzymuje, że nazywa się Ulisses.

– To na pewno jacyś oszuści, niemożliwe , aby tam był mój mąż Zeus, on przecież jest w domu.

Boski spojrzał na mnie ogłupiałym, nic nierozumiejącym spojrzeniem. Zapewne i ja miałem dziwną minę. Nic nie rozumieliśmy z tego co się wokół nas działo.

– To można Go prosić do telefonu.

– Oj nie! To teraz nie jest możliwe, mąż właśnie jest w łazience i bierze kąpiel. Prosił, aby mu nie przeszkadzać.

– Dziękuję ci Junono – rzekł Kaczorius

– No i co wy na to. Zeus jest w domu i kąpie się.

– Ależ to ja jestem Zeusem i jestem tutaj.

– Milcz oszuście. Junona nie mogłaby kłamać.

Twarz Zeusa pociemniała z gniewu, rysy nagle wyostrzyły mu się, nie widziałem Go jeszcze nigdy w takim stanie. Przez zaciśnięte zęby wycedził ze złością:

– O Hera! Niech cię sczyści.

Gdy tylko wypowiedział te pełne grozy słowa, słońce na moment zaświeciło z jeszcze większą mocą, a następnie na moment przygasło. Wszyscy spojrzeli z przestrachem po sobie, ale za moment zrobiło się wszystko jak dawniej, wszystko wróciło do starego porządku.

Po tym dziwnym zdarzeniu uwagę Kaczoriusa zwróciła dziwna postać zbliżająca się do nas drogą. Był to człowieczek w wieku około lat pięćdziesięciu na głowie jego znajdował się dziwny okrągły przedmiot z szerokim rondem. Zbliżał się szybkim krokiem, będąc już blisko Kaczoriusa Minori przystanął i mocno przycisnął ręce do owego przedmiotu, który znajdował się na jego głowie i rzekł z głośnym przekonaniem.

– Nie zdejmę kapelusza ! Nie, nigdy nie zdejmę kapelusza.

Wypowiedziawszy te słowa szybko oddalił się od nas, co chwilę spoglądając niepewnie za siebie.

Spoglądaliśmy wszyscy w zdziwieniu, nie wiedzieliśmy o co mu chodzi, gdy człowieczek oddalił się już zupełnie Kaczorius spojrzał pytająco na Gromowładnego.

On zaś  uśmiechnął się i powiedział.

– Już wiem jak ci Kaczoriusie udowodnić, że nazywam się Zeus i jestem Bogiem. W bocznej kieszeni rydwanu, po prawej stronie powinna być moja gejówka, a w niej kilka drobiazgów, dzięki którym udowodnię swoją tożsamość. Pozwól mi ją wziąć z rydwanu, a przekonasz się, że jestem tym za kogo się podaję.

– Dobrze – rzekł wódz PISuarian – przynieść gejówkę z rydwanu.

Po chwili przyniesiono gejówkę Zeusa. Zrozumiałem o co chodzi i krzyknąłem z radości:

– O tak Zeusie ! Pogrzmoć sobie trochę piorunami, to się przekonają kim jesteś.

Kaczorius spojrzał niepewnie na mnie a później na Zeusa i w napięciu oczekiwał na to co za chwilę ma się wydarzyć.

Gromowładny wyjął z wnętrza torby pilota i rzekł:

– Patrz Kaczoriusie, co za chwilę się stanie.

Przycisnął swoim boskim palcem czerwony guziczek, raz, potem drugi i trzeci i… nic się nie przytrafiło. Zeus zbladł, ja jeszcze bardziej niż mój przyjaciel.

– Oj, jaki ja jestem roztargniony, przecież zapomniałem naładować baterii od piorunopilota, dawno nie grzmociłem sobie piorunami, ale przecież powinienem mieć ładowarkę.

Zajrzał do gejówki, ale ładowarki nie było.

– No i co? – spytał Kaczorius – Nie pogrzmocimy sobie, co? Dość tej komedii.

Nagle olśniło mnie, przecież to nie może dziać się na prawdę, to wszystko to są jakieś halucynacje. Hera – tak, ona dodała nam do pierogów z kapustą grzybki halucynogenne, zamiast borowików. To nie dzieje się wszystko naprawdę, to nie może dziać się na realu. Rzekłem więc do „niby Kaczoriusa”:

– Ciebie nie ma Kaczoriusie, ty jesteś wytworem mojej wyobraźni, powstałeś w wyniku zwidów jakich doznałem po zjedzeniu grzybków halucynogennych, ale ja się już w to nie bawię. Żegnaj idę do domu, mam wiele pracy i nie mam czasu na zajmowanie się pierdołami.

Gdy to powiedziałem, Kaczoriusowi zrobiły się oczy tak wielkie i okrągłe jakich jeszcze nigdy nie widziałem u nikogo. Nabrał w płuca powietrza i próbował coś powiedzieć, ale całkowicie go zamurowało. Po chwili ochłonął i wycedził.

– Mnie nie ma? Mnie nie ma? Ja jestem jedynie wytworem twojej chorej wyobraźni. Ty bezczelny typie. Nie dość, że byłeś trojańskim agentem, to jeszcze na stare lata odurzasz się grzybkami. Może jeszcze coś wąchasz, albo dajesz sobie w żyły. Ty zbrodniarzu. Odpowiesz za wszystko. Do prokuratora pójdziesz się tłumaczyć ty degeneracie.

– O, o, wypraszam sobie, proszę mnie nie obrażać. A zresztą do kogo ja mówię, przecież ciebie i tak nie ma.

– Do prokuratora z nim, i tego siwego krętacza też!

Gdy tylko wypowiedział te złowieszcze słowa, zostałem brutalnie złapany pod ramiona przez dwóch rosłych PISuarian.

– Nie to, nie może dziać się naprawdę! –  krzyczałem. Ciebie nie ma Kaczoriusie, zrozum to, ty jesteś iluzją. Puśćcie mnie, no puśćcie mnie! – zacząłem się szarpać z eskortą – A zresztą róbcie co chcecie, was przecież też nie ma.

– W kaftan go ! – rozkazał Kaczorius.

.

© copyright by. Grzegorz Wojciechowski 2017-2023

Utwór objęty prawami autorskimi. Zabrania się bez zgody ich właściciela wykorzystywać części lub całości utworu, jak również przesyłać go w wersji elektronicznej innym osobom i instytucjom.

.

ZEUS, HERA i JA, CZYLI NOWE PRZYGODY ULISSESA cz. 1

Zeus Hera i ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 2

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 3

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa, cz.5

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 6

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa cz. 7

Zeus, Hera i Ja – czyli nowe przygody Ulissesa cz. 8

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 9)

Zeus, Hera i Ja czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 10)

Zeus Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 11)

Zeus, Hera i Ja, czyli nowe przygody Ulissesa (cz.12)

Zeus, Hera i Ja czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 13)

Zeus, Hera i Ja czyli nowe przygody Ulissesa (cz. 14 – ostatnia)

Inne z sekcji 

Opowieści Wojciecha Macha. Tragedie we wrocławskim ogrodzie zoologicznym

. Wojciech Mach . W ostatnim okresie oblężenia Festung Breslau (marzec 1945) dowództwo twierdzy wydało rozkaz wystrzelania groźnych zwierząt w obawie przed ich wydostaniem się na wolność. Uczynił to specjalny oddział Wehrmachtu. Zwierzęta, spragnione ludzkiej opieki i jedzenia, ufnie podchodziły jak najbliżej ludzi, żebrząc o karmę i przysmaki… W dniu bezwarunkowej kapitulacji garnizonu niemieckiego (6 […]

Wiersze Jana Zacharskiego: W Trzebnicy

. Jan Zacharski . W Trzebnicy Moja ocena burmistrza jest niska, On z zimowego zasłynął nazwiska. Nie jest to dla burmistrza wiadomość radosna, Była Długozima , lecz nadeszła wiosna. Od samorządu on udawał speca, I do mieszkańców ciągle się zalecał. Walka wyborcza była bardzo ostra, A pomagała mu w niej jego siostra. Jest duża szansa, […]